Strona główna O Autorce Bloga Paznokcie Kontakt/Współpraca

wtorek, 26 lutego 2013

Co mi się marzy? - oczywiście kosmetycznie!

Dzisiaj bardziej luźny wpis. Od jakiegoś czasu zbieram sobie marzenia kosmetyczne. Jest sporo takich przedmiotów, których sobie nie zafundowałam i na razie nie zafunduję, ponieważ mam zbyt duże zapasy i zdrowy rozsądek mi zabrania, albo nie mogę nigdzie znaleźć, albo obecnie szkoda mi tyle pieniędzy. Lista jest dosyć obszerna, ulega regularnemu powiększaniu. Oto największe moje ostatnie zachciewajki:

1. TT Compact, 2. Wypełniacz do koka twister, 3. Odżywka NV, 4. Zestaw Konad, 5. Maska Biovax do włosów suchych i zniszczonych, 5. Zestaw do ciała Tutti Frutti Farmona o zapachu kiwi


Ostatnio właśnie te rzeczy mi się marzą. Póki co pomarzyć zawsze można ;)

A co Wam się marzy?

Buziaki,
Hinata

piątek, 22 lutego 2013

Moje trzy metody na siemię lniane

Hej!
Podczas ostatniej aktualizacji włosowej meds z KosmetyczNiepoważnie poradziła mi maskę z siemienia lnianego na zniwelowanie przesuszenia po farbie. Jako, że jeszcze nie robiłam sobie maski z siemienia, postanowiłam wypróbować ten znany wśród włosomaniaczek przepis. Efektami siemieniowania byłam zachwycona i chciałam więcej. W związku z tym pomyślałam, że spróbuję wypróbować kilka pomysłów z siemieniem w roli głównej. Dziś chciałam je dla Was opisać i podzielić się wrażeniami.



1. Maska z siemienia
Przygotowanie:
Do rondelka daję 2 łyżki siemienia, zalewam wodą i gotuję do powstania żelu (ok. 5-10 minut), oddzielam ziarenka na sitku. Żel stosuję solo lub mieszam z porcją maski, jednak nie jest to takie proste, powstają gluty.

Maskę nakładam pod czepek i trzymam min. 30 minut. Spłukuję wodą.

Efekty:
Genialne! Włosy gładkie, miękkie i świetnie nawilżone, tak nawilżone to one jeszcze nie były. Różnicą w zastosowaniu żelu z siemienia solo i z dodatkiem maski jest dla mnie w sumie jedynie zapach. Siemię solo nie pozostawia zapachu na włosach.

2. Płukanka z siemienia
Przygotowanie:
Wsypuję do garnka 2 łyżki siemienia, zalewam ok. 800ml wrzątku, przykrywam i odstawiam, po jakiś 20 minutach przelewam przez sitko, studzę.

Płukanki używam do ostatniego płukania.

Efekty:
Włosy niesamowicie miłe w dotyku, nawilżone i miękkie, lepiej się układają. Płukanka jest świetna gdy nie mam czasu na dłuższe trzymanie maski, łatwiej też odcedzić ziarenka z powodu rzadkiej konsystencji. Bardzo się z nią polubiłam :)

3. Żel lniany
Przygotowanie:
Tak samo jak maska. Żel zamykam w pudełeczku.

Stosuję pomiędzy myciami. Nadaje się do reanimacji fal, wygładzenia włosów, nakładam na powykręcane końcówki i włosy po związaniu gumką - świetnie je przywraca do ładu. Nawilżenie jest mniejsze niż w przypadku maski i płukanki, ładnie nabłyszcza moje włosy.


Przyznaję się, jestem zakochana w efektach siemieniowania włosów i mogę z czystym sumieniem polecić Wam te metody. Jak do tej pory jest to najlepszy nawilżacz, który w moim przypadku bije na głowę wszystkie maski sklepowe. Siemię pozostanie ze mną z pewnością na długo :)

A Wy jakie macie sprawdzone zastosowania siemienia w pielęgnacji?

Pozdrawiam,

Hinata

czwartek, 21 lutego 2013

Misja ratowania paznokci - efekty

Hej!
Jak już pisałam pod koniec stycznia rozpoczęłam walkę o ładne i zdrowsze paznokcie. Dzisiaj postanowiłam pokazać rezultaty mojego wyzwania. Muszę przyznać, że byłam całkiem regularna w pielęgnacji dłoni.

Dokumentacja postępów:
Początek misji 29.01.13


Paznokcie 21.02.13




W trakcie realizacji mojego celu pomagały mi:

- Odżywka Eveline 8w1 Total Action
- Tabletki musujące B-Complex
- Częste kremowanie rąk krem Ziaja Kokosowy, a ostatnio Johnson's 24h Moisture

Kuracja jak do tej pory trwa 24 dni i wcale nie mam zamiaru jej przerywać. Po ok. 3 tygodniach efekty są moim zdaniem świetne! Głównym sprawcą tego stanu jest odżywka.
Na samym początku skróciłam paznokcie i malowałam codziennie odżywką według zaleceń producenta. W pierwszych dniach pojawiały się jeszcze złamania, sytuacja została opanowana jako tako po ok. 1 tygodniu. Teraz mam zamiar w dniach kiedy nie mam ochoty malować paznokci kolorem nosić odżywkę, a także kiedy maluję paznokcie kolorowym lakierem stosować ją jako bazę. 

Czy zostały spełnione obietnice producenta?

Problemy:
1. Zniszczone - z pewnością paznokcie są zdrowsze i poprawiła się ich ogólna kondycja
2. Rozdwajające się - melduję znaczną poprawę, zwłaszcza kciuki rozdwajały mi się koszmarnie, teraz praktycznie rozdwojeń nie widzę
3. Cienkie - hmmm... raczej grubsze się nie zrobiły, albo mi o tym nic nie wiadomo
4. Miękkie - o tak, są twardsze i zdecydowanie bardziej odporne na urazy
5. Kruche - zdecydowanie nie kruszą się, są bardziej elastyczne i odporne
6. Łamliwe - od dość dawna nic się nie złamało! Jestem pod wrażeniem :)
7. Matowe - nie zauważyłam, żeby bardziej się błyszczały po zmyciu odżywki, pomalowane to chyba oczywiste, że błyszczą
8. O nierównej powierzchni - nie były bardzo nierówne, nie zauważyłam więc poprawy, po pomalowaniu a i owszem są gładkie

Z odżywki jestem bardzo zadowolona i nie zamierzam jej odstawiać. Cieszę się także, że wyrobiłam sobie nawyk smarowania rąk kremem, co również mogło się przyczynić do poprawy. Odżywka niestety przesusza skórki, więc nawilżenia nigdy dosyć :)

Z efektów jestem bardzo zadowolona, muszę przyznać, że moje paznokcie chyba nigdy nie były w tak dobrej formie. Aż mam chęć je malować!

A Wy jaki macie sposób na zadbane i zdrowe paznokcie?

Buziaki,
Hinata




sobota, 16 lutego 2013

Mariza linia SPA gerjfrutowy żel pod prysznic - recenzja

Witam Was Moje Kochane!
Dzisiaj przychodzę z recenzją kolejnego produktu, który testuję w ramach współpracy z firmą Mariza.
Teraz przyszła kolej na grejfrutowy żel pod prysznic.
Posiadam wersję świąteczną w okrągłym opakowaniu z pompką, jednak podejrzewam, że jest to po prostu  inaczej zapakowana wersja.




Opis producenta:

"Energetyzujący żel pod prysznic delikatnie myje i pielęgnuje ciało a aromat soczystych grejpfrutów doskonale odświeża, stymuluje, usuwa zmęczenie i przywraca siły. Preparat wzbogacono w ekstrakt z bawełny, d - pantenol, alantoinę i glicerynę, dzięki którym chroni skórę przed wysuszeniem, wzmacnia jej naturalną barierę ochronną oraz łagodzi drobne podrażnienia. Skóra staje się miękka, gładka i odpowiednio nawilżona o lekkim, świeżym zapachu."


Cena:
W standardowym opakowaniu 9,90zł/250ml
Mój ma 310ml i był do kupienia przed świętami za 9,90zł
Opakowania świątecznego nie znajdziemy niestety w nowym katalogu.

Moje wrażenia:

Opakowanie : Świetne! Żel w kuleczce przypominającej bombkę moim zdaniem bardzo fajnie prezentuje się w łazience. Do tego bardzo poręczna pompka, która ułatwia wydobycie produktu, nie mam się do czego przyczepić.

Wydajność: Żel testuję od ponad miesiąca, używają go minimum 1 raz dziennie dwie osoby i została mi jeszcze niewiele mniej niż 1/2 opakowania, więc jak najbardziej na plus.

Zapach: Bardzo przyjemny, mimo, że średnio przepadam za zapachem grefrutowym w kosmetykach. Ten żel jednak pachnie bardzo przyjemnie, jest to grejfrut jakby złamany słodką pomarańczą. Nie jest taki ostry, bardziej słodki, orzeźwiający, kojarzący się z latem.

Działanie:
3-4 pompki żelu na myjce wytwarzają pianę starczającą spokojnie na umycie całego ciała (specjalnie nie oszczędzam). Piana ma intensywny zapach i dobrze oczyszcza ciało. Żel faktycznie jest dość delikatny, nie ściąga mojej skóry, po jego użyciu jest miła i gładka. Czy faktycznie pielęgnuje? Trochę na pewno, jednak dla lepszej pielęgnacji warto po kąpieli nałożyć balsam. Niestety tego praktycznie żaden żel pod prysznic nam tego nie zastąpi. Większość zapewnień producenta została spełniona. Wielka szkoda tylko, że zapach nie pozostaje dłużej na ciele.

Podsumowując żel moim zdaniem jest naprawdę godny polecenia, bardzo przyjemny kosmetyk o wakacyjnym, lekkim i orzeźwiającym zapachu.

Jaki jest Wasz  ulubiony żel pod prysznic?

Buziaki,
Hinata

wtorek, 12 lutego 2013

Nowości włosowe - akcesoria

Witajcie!
Dawno mnie nie było. Niestety najpierw byłam u mojego K. a potem się pochorowałam paskudnie i miałam gorączkę. Dalej jestem na zwolnieniu, ale chociaż gorączka mi zeszła. Ma to również swoje dobre strony, bo chociaż mam czas na pisanie pracy magisterskiej, którą dzisiaj zaczęłam. W każdym razie jestem już w stanie siedzieć o własnych siłach i postaram się nadrobić te stracone dni ;)
Jak już pisałam w lutym narzuciłam sobie bana na zakupy kosmetyczno-włosowe i cały czas się go trzymam. Zużywanie na razie nie idzie mi najlepiej, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni :)
Jednak przybyło mi nieco akcesoriów do włosów.

Pierwszym zakupem było zamówienie sobie na allegro dermarollera, który m.in. mam zamiar wykorzystywać do masażu skalpu. Zapłaciłam za niego razem z przesyłką ok. 36 zł.



Kilka dni temu podczas blogowej "prasówki" natknęłam się na post Mysi dotyczący szczotki jonizującej. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad jej zakupem, ale odstraszała mnie dosyć wysoka cena. Nie miałam zielonego pojęcia, że szczotka ta jest dostępna w Rossmannie za 29,99 zł. W piątek czym prędzej pobiegłam do Rossmanna i udało mi się ją kupić! Na razie jestem zdecydowanie na tak.



I ostatnią nowością u mnie jest olej lniany, który dostałam od mojej mamy. Ciekawa jestem, jak się sprawdzi na moich włosach :)


Z nowości to by było na tyle.

Od dzisiaj zaczynam się ostro zastanawiać jaki drobiazg kupić mojemu mężczyźnie na walentynki. Macie już jakieś pomysły?

Buziaki,
Hinata

poniedziałek, 4 lutego 2013

Maska przyspieszająca porost i peeling kakowy

 Witajcie!
Dziś napiszę co nie co o moich domowych sposobach na porost, które przyspieszyły wzrost moich włosów w styczniu.
Mianowicie raz w tygodniu (przeważnie w niedzielne popołudnie) poddawałam włosy pewnemu rytuałowi. Skalp myłam peelingiem kawowym, a następnie nakładałam na niego maseczkę drożdżową z cynamonem i imbirem.


Zawarta w kawie kofeina jest uznawana za stymulator cebulek włosowych, ponadto masaż skalpu pobudza krążenie, pozwala kofeinie, a także składnikom maski nakładanej po peelingu wniknąć w skórę głowy. Cynamon oraz imbir również znane są z działania pobudzającego. Jednak przy stosowaniu ich na skalp trzeba uważać, ponieważ mogą uczulić!

Właśnie te domowe wyroby posądzam o zwiększenie przyrostu, zatem pomyślałam, że podzielę się z Wami przepisami.






Składniki: łyżeczka mielonej kawy, ok. 1-2 łyżeczek szamponu (w moim wypadku była to Barwa Brzozowa)

Do miseczki wsypujemy łyżeczkę kawy, zalewamy ją szamponem, mieszamy - szamponu wcale bardzo dużo nie potrzeba, mnie wystarczała 1 łyżeczka, wychodzi nam dość gęsta maź.





Składniki: 1/3 kostki drożdży, 1-2 łyżeczki maski lub odżywki (ja używałam BingoSpa 5 Alg), pół łyżeczki sproszkowanego imbiru i pół łyżeczki sproszkowanego cynamonu.

W miseczce rozgniatamy drożdże, dodajemy odżywkę/maskę i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy sproszkowane przyprawy, mieszamy wszystko i zostawiamy na jakis czas. Maska początkowo jest rzadka, jednak po czasie staje się gęstsza, aż puszysta.

Maskę pozostawiałam na skórze głowy razem z inną maską na długości od 40 minut do godziny.

Zarówno maskę jak i peeling spokojnie wypłukiwałam z włosów. Musiałam tylko robić to dokładnie i dłużej. Nigdy nie miałam problemu z pozostałościami we włosach.
W tym miesiącu również będę stosować ten duet w mojej pielęgnacji :)


Pozdrawiam,
Hinata

niedziela, 3 lutego 2013

Plan na luty + denko

Hej!
Styczeń ogólnie oceniam jako udany miesiąc dla moich włosów, przyrost był całkiem niezły, kondycja również. Chcę by w lutym utrzymał się nadal spory przyrost, chciałabym także nawilżyć dobrze moje włosy, które po farbowaniu znowu są lekko suche zwłaszcza na końcach.

Plan na luty w punktach:


- Regularnie będę przyjmować SkrzypOptimal tak jak w zeszłym miesiącu, do 17 lutego mam także zapas preparatu B-complex.

- Postaram się częściej znajdować czas na olejowanie, chciałabym, by było to min. 3 razy w tygodniu.

- Nadal będę stosować 1 raz w tygodniu kawowy peeling skalpu i drożdżową maskę na skalp.

- Chcę wrócić do stosowania wcierek, w tym miesiącu będzie to kuracja Joanna Rzepa min. co 2 dzień na noc.

 - Dalej będę testować płukanki. Tym razem postaram się o jakieś nawilżające lub witaminowe.

- Pokombinuję z wzbogacaniem masek i maskami własnej roboty.

- Będę prowadzić regularnie dziennik włosowy.

- Denko! Zużywam swoje zapasy, o tym dalej.

Projekt denko:

Co udało mi się zużyć w styczniu?


Denko bardzo mało satysfakcjonujące, zużyłam tylko jedną odżywkę :/ Była to Farmona Herbal Care z Lnem - całkiem fajna odżywka, sprawdziła się genialnie do mycia samą odżywką, jako pierwsze O, słabiej b/s. Chętnie wypróbuję inne wersje.


Plan denko na luty:


- Gliss Kur Shea Cashmere odżywka b/s - odżywka ochronna, zostało jakieś 1/4 opakowania
- Marion, 14 dniowa terapia wzmacniająca - nie zauważyłam specjalnych efektów, obciążała, została 1 ampułka z 5
- GP eliksir do włosów łamliwych - mniej niż 1/3 opakowania. Na długość może wysuszać włosy, będę stosować na skalp po każdym myciu.
- GP Olejek łopianowy z olejkami drzewa herbacianego i rozmarynu - została jakaś 1/5 opakowania, bardzo go lubię, świetnie redukuje przetłuszczanie
- Marion kąpiel odbudowująca włosy - coś w rodzaju płukanki, zostało na 2, maksymalnie 3 użycia
- Joanna z Apteczki Babuni, Serum do końcówek - zostało niewiele
- Maska Stapiz Sleek Line Repair - zostało na 1 może 2 użycia
- Dulgon Kids Szampon Morelowy - zostało ok. połowy opakowania
- Maska BingoSpa 5 Alg - zostało jej może 1/5 opakowania.
- Kuracja Joanna Rzepa - zostało ok. 2/3 opakowania

Jak widać troszkę tego jest, ale w większości są to resztki. Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić ten plan, bo mam ochotę na zamówienie nowych kosmetyków, ale zwyczajnie nie mam na nie miejsca - moje zapasy są naprawdę wielkie, a to nie jest nawet 1/5 tego co mam. Z tego powodu niestety nakładam sobie bana na zakupy w lutym.

Dziękuję, że jesteście ze mną i pozdrawiam,
Hinata

czwartek, 31 stycznia 2013

Styczniowa aktualizacja włosowa + nowy kolor Marion 321

Witajcie!

Nadeszła pora na aktualizację włosów w styczniu. Więc tak właśnie wyglądają na dzień dzisiejszy. Zdjęcie bez lampy błyskowej niestety w sztucznym oświetleniu. Kolor na żywo bardzo podobny, może lekko cieplejszy.


Wybaczcie jakość zdjęcia :/

Przyrost:
W tym miesiącu przyrost szacuję na jakieś 1,7 cm, czyli jak na moje włosy całkiem sporo. Pomogło mi w tym przede wszystkim stosowanie peelingu kawowego na skalp raz w tygodniu oraz maski na skalp z drożdży, imbiru i cynamonu. Nie stosowałam żadnych wcierek ani olejków na porost, więc uważam, że to głównie zasługa tych dwóch domowych mieszanek.

Ogólna kondycja włosów:
 W tym miesiącu byłam z nich całkiem zadowolona. Sprawcami dobrej kondycji moich włosów jak sądzę są głównie 3 maski używane regularnie na zmianę:
- Gliss Kur 7 olejków
- Shauma Krem i Olejek
- Stapiz Sleek Line Repair
Wszystkie są moim zdaniem świetne i z pewnością zakupię je ponownie. Nawet ciężko mi wybrać najlepszą z nich, jednak jeśli musiałabym postawić na jedną, to chyba byłaby to Gliss Kur za genialny skład i efekt, który daje na moich włosach, a także świetną wydajność.
Niestety pod koniec miesiąca udało mi się włosy nieszczęśliwie przeproteinować. Otóż sprawcą była odżywka b/s Ziaji intensywna odbudowa z ceramidami. Nałożyłam pierwszy raz i było ok, po kolejnym myciu znów nałożyłam i to sporą ilość i efekt odwrotny - włosy sianowate, suche, tępe. Na szczęście już udało mi się jako tako doprowadzić je do porządku.

Od jakiegoś czasu wróciłam do suszenia włosów suszarką. Nie czuję się najlepiej z lokami, a tym bardziej przy tej długości. Suszę ciepłym strumieniem powietrza (nie gorącym) na szczotkę, na koniec jeszcze chłodzę dodatkowo włosy zimnym strumieniem. Nie zauważyłam, by wpłynęło to źle na moje włosy, za to znacznie poprawia moje samopoczucie :)

Odkrycie miesiąca:
Płukanki! Pokochałam płukanki zakwaszające na bazie octu lub nafty - nadają genialnego połysku.

Farbowanie:
Włosy były farbowane ostatni raz 4 grudnia Garnierem 4.3 Złocisty brąz. Wczoraj ufarbowałam je znów farbą Marion Mari Color kolor 321 Jasny Brąz. Odrost po niecałych 2 miesiącach wynosił 2,5 cm.Włosy potrzebowały również odświeżenia koloru na długości.

Podsumowując styczeń uważam za całkiem niezły miesiąc dla moich włosów. Mam nadzieję, że ich kondycja będzie się coraz bardziej poprawiać, a ja będę się cieszyć każdą najmniejszą zmianą na korzyść.

Porównanie z grudniem:



I jak oceniacie moje postępy?


Pozdrawiam
Hinata

wtorek, 29 stycznia 2013

Początek walki o ładne paznokcie - Eveline 8w1 total action i B-complex plus

Hej dziewczyny!
Dziś będzie zupełnie nie o włosach, które ostatnio uległy znacznemu przeproteinowaniu i właśnie dochodzę z nimi do jako takiego ładu. Dzisiaj o moich paznokciach. Mianowicie ostatnio zauważyłam, że strasznie zaczęły się łamać. Ciężko mi szczerze mówiąc znaleźć tego dokładną przyczynę. Może być to stres oraz kompletny brak czasu na dbanie o nie. Nie wiem co się im stało, ale są w fatalnym stanie. Dlatego postanowiłam pomóc im w regeneracji.

Postanowiłam pomóc im zarówno od środka jak i od zewnątrz. Przyjmuję SkrzypOptimal od 7.01, więc postanowiłam dołożyć im witamin z grupy B.


Z tej okazji dzisiaj zakupiłam Tabletki Musujące B-Complex Plus (ta forma przyjmowania suplementów jest dla mnie bardzo wygodna, zabieram ze sobą np. na uczelnię) oraz osławioną Odżywkę Eveline 8w1 Total Action.


A więc zaczynam misję regeneracji paznokci. Jako, że producent odżywki obiecuje efekty już po 10 dniach stosowania, a tabletek mam 20 sztuk, to mam zamiar na początek zrobić 20 dni kuracji. Po każdych dziesięciu dniach będę dzielić się z Wami postępami :) Zobaczymy również, czy B-Complex wpłynie jakoś znacząco na stan moich włosów.

A teraz od czego zaczynamy? Stan moich paznokci na dzień dzisiejszy (pomalowane 1 warstwą odżywki):


Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się je choć trochę podreperować :)

Pozdrawiam
Hinata

czwartek, 24 stycznia 2013

Mariza Zimowa Pielęgnacja: Krem Ochronny i Pomadka Ochronna - recenzja

Witajcie Moje Kochane!
Dzisiaj będzie niewłosowo. Otóż jak już Wam wiadomo od jakiegoś czasu testuję produkty firmy Mariza. Dziś czas na pierwszą recenzję tych kosmetyków. Na pierwszy rzut wzięłam pomadkę ochronną i krem do twarzy z serii Zimowa Pielęgnacja:



Kilka słów od producenta:

"ZIMOWA PIELĘGNACJA z filtrami UV
* krem ochronny
* pomadka ochronna do ust
Krem ochronny
Tłusta konsystencja skutecznie zabezpiecza
skórę przed szkodliwym działaniem
suchego powietrza, mrozu, wiatru
i promieni UV. Zawiera masło shea,
wosk pszczeli, oliwę z oliwek oraz
d-pantenol, które działają odżywczo, nawilżająco
i uelastyczniająco. Wzmacniają
naturalną barierę ochronną naskórka,
zapobiegają jego wysuszaniu oraz
łagodzą podrażnienia.

Pomadka ochronna do ust
Regeneruje spierzchnięte usta przywracając
im miękkość i gładkość. Chroni
przed niekorzystnym wpływem czynników
atmosferycznych. Zawiera wosk
pszczeli, oliwę z oliwek, witaminę E
i naturalny filtr UV. "


 Moja opinia:

Produkty jak widać mają ładne, zimowe opakowania, pomadka nie zacina się przy wykręcaniu, krem jest w miękkiej tubie, dlatego łatwo go wydobyć z opakowania. Dla mnie na plus. Urzekła mnie zwłaszcza miękka, wygodna tubka kremu :)

Pomadka:

Pomadką jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. A to ze względu na jej skład, który jest moim zdaniem bogatszy i lepszy od prawie 3 razy droższej pomadki Neutrogeny! Zawiera na pierwszym miejscu olej rycynowy, woski pszczeli i carnauba, lanolinę, oliwę z oliwek i witaminę E.
Pomadka ma tłustą konsystencję, dobrze rozprowadza się na ustach, nawilża, koi i chroni usta. Pod względem działania jestem z niej naprawdę zadowolona. Dla mnie mogłaby tylko ładniej pachnieć. Zapach nie jest bardzo zły, jednak wyczuwalna jest nuta oleju rycynowego. Nie przeszkadza mi to jednak jakoś bardzo. Mogę ją spokojnie polecić Wam na zimę!

Krem:

Kremu trochę bałam się aplikować na twarz pod podkład, ponieważ bałam się, że nie będzie z nim współpracował. Aplikowałam najpierw na dłonie i w tej formie sprawdził się świetnie. Jest dość tłusty, jak to zimowe kremy, dobrze chroni i odżywia dłonie narażone na niskie temperatury.
Potem jednak spróbowałam się przełamać i zaaplikować krem na twarz. Nałożony solo przed makijażem wymaga niestety sporo czasu, by można położyć nań podkład. Jednak znalazłam alternatywę, gdyż rano nie mam czasu na czekanie. Mieszam w zagłębieniu dłoni odrobinę kremu z małą ilością podkładu matującego i taką mieszankę nakładam na twarz. Metoda ta niweluje wałkowanie się, mieszanka dobrze się rozprowadza. Krem dobrze chroni przed zimnem, moja skóra po całym dniu jest nawilżona i nie odczuwa skutków dziesięciostopniowego mrozu. Krem tak zaaplikowany nie zapycha mi porów. Niestety nie jestem na tyle odważna, żeby wyjść z domu posmarowana samym kremem na twarzy - nie lubię świecącej się cery, a niestety krem pozostawia tłustą błyszczącą warstwę. Podsumowując po znalezieniu patentu na aplikację jestem zadowolona, solo nie jest to kosmetyk dla mnie.

Cena produktów:
pomadka 4,30 zł
krem 8 zł

cena w zestawie 9,90 zł

Podsumowanie:
Jestem zadowolona z tego zestawu i myślę, że na przyszłą zimę zaopatrzę się w niego ponownie. Polecam Wam, są to naprawdę przyzwoitej jakości kosmetyki za niską cenę.

Jeśli jesteście ciekawe tych oraz innych produktów tej firmy zapraszam do odwiedzenia strony firmy, gdzie znajdziecie informacje dotyczące firmy, produktów oraz możliwości rejestracji i kupowania kosmetyków 30% taniej od cen katalogowych.
Podsyłam Wam adres stronki firmy Mariza : klik
Oraz Katalog produktów: klik

Pozdrawiam :)
Hinata
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nie zgadzam się na kopiowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie treści mojego bloga oraz zdjęć bez mojej wiedzy i zgody. Stanowią one moją własność, a kradzież własności intelektualnej jest karalna!