Hej!
Dzisiaj wreszcie mam chwilkę, żeby pokazać Wam moje włosy. Może pogoda pozostawia wiele do życzenia, ale udało mi się zrobić zdjęcie. A, że fotografa mi brak, to zdjęcie było robione samowyzwalaczem i nie było to łatwe zadanie ;)
Włosy obecnie prezentują się właśnie tak. Jest to szalona zgraja, więc wykręcają się jak im się podoba :)
Co przeszły?
Dokładnie 31 maja postanowiłam zmienić kolor, marzył mi się średni blond coś z poziomu 7, więc zrobiłam kąpiel rozjaśniającą. Wyszła marchewka, jednak postanowiłam dać włosom troszkę odpocząć, więc nie kładłam na nie farby. Tydzień później poszłam do fryzjera z decyzją "tnij pan ile trzeba, byle były zdrowe" i w ten oto sposób wyszłam lżejsza o jakieś 10 cm włosów, może nie do końca zadowolona z długości, ale za to fryzura jakoś się układa i końce są o niebo zdrowsze. Włosy z początku były jaśniejsze, stopniowo przyciemniały. Przypuszczam, że to kwestia raz jeden jedyny położonej rudej henny w listopadzie :/
Przyrost: 1,3 cm mierzony na odroście - nie jest źle, ale mam nadzieję na lepszy w przyszłym miesiącu.
Stan włosów: pogorszył się znacznie po rozjaśnianiu, ale na całe szczęście chwilowo, bo po zabiegu postawiłam na intensywną regenerację (regularne olejowanie i maski). Stan moich włosów oceniam na bardzo dobry, aż jestem zdziwiona, że po rozjaśnianiu w miesiąc udało mi się doprowadzić je do ładu i stanu chyba nawet ciut lepszego niż sprzed rozjaśniania. Nie łamią się, nie ma rozdwojeń i są ładnie nawilżone.
Powiem Wam, że zauważyłam jedną ciekawą właściwość - moje włosy zaraz po farbowaniu czy rozjaśnianiu przestają dobrze reagować na kosmetyki, które przed im odpowiadały. Wtedy, kiedy zaczynają znów dobrze na nie reagować wiem, że ich stan wraca do normy.
Jeżeli chodzi o farbowanie to póki odrost mi tak bardzo nie przeszkadza daję im odpocząć, a potem szczerze nie wiem co dalej, bo marzy mi się zimny średni blond ale mam wrażenie, że z po tym nieszczęsnym hennowaniu niestety nie będzie to możliwe :/ Poradzicie coś?
Pozdrawiam Was ciepło i dziękuję, że mimo przerwy nadal ze mną jesteście :)
niedziela, 30 czerwca 2013
piątek, 28 czerwca 2013
Substancje filmotwórcze: silikony i spółka - czy w ogóle stosować i jak?
Witajcie :)
Dzisiaj postanowiłam napisać parę słów na temat tzw. oblepiaczy. Pogląd na ich temat w moim przypadku wraz z zgłębianiem wiedzy włosomaniaczej zmieniał się stopniowo. Na początku mojej przygody z włosomaniactwem zostałam zasypana informacjami na temat zdradliwości i szkodliwości silikonów. I wykluczyłam je prawie całkiem z mojej pielęgnacji pozwalając sobie jedynie na zabezpieczenie końcówek kropelką "jedwabiu". Jak się z czasem okazało nie było to najlepsze rozwiązanie. Moje włosy są dość delikatne i mało odporne, a do tego nie są jednej długości, więc potrzebują lepszej ochrony. Post ten jest zbiorem przemyśleń opartych na bazie własnych doświadczeń z włosomaniactwem, nie każdy pewnie się ze mną zgodzi, nie każdemu taka pielęgnacja też będzie służyć.
Ale zacznę może od początku, tak żeby wszystko było jasne również dla nowicjuszek.
Mówiąc substancje filmotwórcze mam na myśli takie, które pozostają na powierzchni włosa, przyczepiają się do niego tworząc warstewkę ochronną zwaną filmem. Do substancji takich zaliczamy m.in. silikony, poliquaternium,quaternium oraz parafinę.
Jakie korzyści przynoszą włosom?
Nakładane na naszą czuprynę przede wszystkim chronią ją przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak wysoka temperatura, uszkodzenia mechaniczne. Chronią przed odparowaniem wody z włosa, przez co utrzymują nawilżenie. W pewnym stopniu wygładzają włosy co wpływa korzystnie na ich wygląd. Jednak substancje powłokotwórcze same w sobie nie posiadają właściwości odżywczych, ale także szkodliwe dla włosów nie są.
Dlaczego jednak cieszą się złą sławą?
Dlatego, że po pewnym czasie ich stosowania nadbudowują się na włosach. Włos staje się pokryty filmem i może mu być trudniej przyjmować substancje odżywcze z masek czy odżywek. Przez to może być obciążony i szybciej ulegać przetłuszczaniu, fryzurze brak objętości. Loki mogą się rozprostowywać. Właśnie z tego powodu tak ważne jest raz na jakiś czas używanie szamponu oczyszczającego (z SLS, SLES), który usuwa z włosa wszystko, co zdążyło się nadbudować.
Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują...
Substancje powłokotwórcze nie oblepiają włosa szczelnie, no chyba, że nie myjemy włosów wcale i ładujemy na niego garściami silikony ;) Film nie jest jak opakowanie próżniowe, nie izoluje włosa całkowicie, jedynie może trochę utrudniać dostęp substancjom odżywczym.
Większość silikonów odparowywuje z włosa samodzielnie bądź jest bez problemu usuwalne odżywką czy też łagodnym szamponem. A nawet te cięższe bez problemu zmyjemy np. raz w tygodniu szamponem oczyszczającym. Więc ryzyko nadbudowania się na włosach w większej ilości jest znikome.
Dla kogo silikony i spółka?
Dla każdego! Tylko w rozsądnych ilościach. Każdy ma inny typ włosów, inne problemy, każdy włos inaczej będzie reagował na różne substancje. Moim zdaniem trend ogólnie powinien być następujący:
Dla włosów skłonnych do nadmiernego przetłuszczania, łatwo przeciążającym się które suche nie są silikony raczej tylko na końcówki w celu zabezpieczenia przed rozdwajaniem.
Dla włosów z tendencją do przesuszania i łatwo ulegających zniszczeniom ja polecam ochronę również długości włosów, a zwłaszcza gdy włosy są cieniowane, bo wtedy wszystkie końce są chronione. Podobnie w przypadku tych bardzo skłonnych do puszenia i elektryzowania.
Dla zakręconych stosujących pielęgnację bezsilikonową stumulującą skręt polecam zabezpieczać końce silikonowym serum lub choćby odżywką.
Ważne jak
Ważnym aspektem w stosowaniu substancji ochronnych jest kolejność nakładania. Szampon najlepiej by nie zawierał silikonów. Przed każdym włosowym SPA myjemy włosy bezsilikonowym szamponem, aby ułatwić drogę substancjom odżywczym. To czy nakładamy na włosy maskę albo odżywkę do spłukiwania z silikonami to już nasz wybór. Ja korzystam z obu typów. Po zabiegach, by utrzymać nawilżenie i chronić włosy warto zabezpieczyć je odżywką i/lub serum i tutaj możemy zastosować silikony.
Ważne co
Żeby dobrać sobie odpowiedni produkt nie ma chyba lepszej metody, niż ta prób i błędów. Moim zdaniem najlepiej popróbować kosmetyków z różnymi grupami substancji. Moje włosy dla przykładu lubią parafinę, za to wiem, że u niektórych parafina to kompletna klapa. Różne silikony dają różne efekty, te trudniej zmywalne będą dociążać a nawet obciążać włosy. Każdy musi znaleźć sobie swój własny typ. Ważne jest, żeby produkt, który wybieramy nie był naładowany tylko silikonami i parafiną po brzegi, a zawierał substancje odżywcze, które poprawiają kondycję włosów.
Ważne ile
Z substancjami filmotwórczymi trzeba uważać, bo ich nadmiar potrafi nieźle obciążyć. Ja nakładam na całe włosy za ramiona nie więcej jak płaską łyżeczkę odżywki bez spłukiwania, często mniej. Podczas aplikacji zawsze omijam skalp i jego okolice.
Co mi dało zabezpieczanie?
Przede wszystkim moje włosy nie niszczą się tak, jak wcześniej, są bardziej odporne i obserwuję zdecydowanie mniej połamanych i rozdwojonych końcówek. Włosy sa mniej podatne na puszenie i lepiej nawilżone, bo woda z nich tak szybko nie ucieka.
Jaka jest Wasza opinia na ten temat? Też jesteście zdania, że warto używać silikonów i podobnych, ale z głową? Czy może jesteście przeciwniczkami silikonów?
Pozdrawiam,
Hinata
Dzisiaj postanowiłam napisać parę słów na temat tzw. oblepiaczy. Pogląd na ich temat w moim przypadku wraz z zgłębianiem wiedzy włosomaniaczej zmieniał się stopniowo. Na początku mojej przygody z włosomaniactwem zostałam zasypana informacjami na temat zdradliwości i szkodliwości silikonów. I wykluczyłam je prawie całkiem z mojej pielęgnacji pozwalając sobie jedynie na zabezpieczenie końcówek kropelką "jedwabiu". Jak się z czasem okazało nie było to najlepsze rozwiązanie. Moje włosy są dość delikatne i mało odporne, a do tego nie są jednej długości, więc potrzebują lepszej ochrony. Post ten jest zbiorem przemyśleń opartych na bazie własnych doświadczeń z włosomaniactwem, nie każdy pewnie się ze mną zgodzi, nie każdemu taka pielęgnacja też będzie służyć.
Ale zacznę może od początku, tak żeby wszystko było jasne również dla nowicjuszek.
Mówiąc substancje filmotwórcze mam na myśli takie, które pozostają na powierzchni włosa, przyczepiają się do niego tworząc warstewkę ochronną zwaną filmem. Do substancji takich zaliczamy m.in. silikony, poliquaternium,quaternium oraz parafinę.
Jakie korzyści przynoszą włosom?
Nakładane na naszą czuprynę przede wszystkim chronią ją przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak wysoka temperatura, uszkodzenia mechaniczne. Chronią przed odparowaniem wody z włosa, przez co utrzymują nawilżenie. W pewnym stopniu wygładzają włosy co wpływa korzystnie na ich wygląd. Jednak substancje powłokotwórcze same w sobie nie posiadają właściwości odżywczych, ale także szkodliwe dla włosów nie są.
Dlaczego jednak cieszą się złą sławą?
Dlatego, że po pewnym czasie ich stosowania nadbudowują się na włosach. Włos staje się pokryty filmem i może mu być trudniej przyjmować substancje odżywcze z masek czy odżywek. Przez to może być obciążony i szybciej ulegać przetłuszczaniu, fryzurze brak objętości. Loki mogą się rozprostowywać. Właśnie z tego powodu tak ważne jest raz na jakiś czas używanie szamponu oczyszczającego (z SLS, SLES), który usuwa z włosa wszystko, co zdążyło się nadbudować.
Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują...
Substancje powłokotwórcze nie oblepiają włosa szczelnie, no chyba, że nie myjemy włosów wcale i ładujemy na niego garściami silikony ;) Film nie jest jak opakowanie próżniowe, nie izoluje włosa całkowicie, jedynie może trochę utrudniać dostęp substancjom odżywczym.
Większość silikonów odparowywuje z włosa samodzielnie bądź jest bez problemu usuwalne odżywką czy też łagodnym szamponem. A nawet te cięższe bez problemu zmyjemy np. raz w tygodniu szamponem oczyszczającym. Więc ryzyko nadbudowania się na włosach w większej ilości jest znikome.
Dla kogo silikony i spółka?
Dla każdego! Tylko w rozsądnych ilościach. Każdy ma inny typ włosów, inne problemy, każdy włos inaczej będzie reagował na różne substancje. Moim zdaniem trend ogólnie powinien być następujący:
Dla włosów skłonnych do nadmiernego przetłuszczania, łatwo przeciążającym się które suche nie są silikony raczej tylko na końcówki w celu zabezpieczenia przed rozdwajaniem.
Dla włosów z tendencją do przesuszania i łatwo ulegających zniszczeniom ja polecam ochronę również długości włosów, a zwłaszcza gdy włosy są cieniowane, bo wtedy wszystkie końce są chronione. Podobnie w przypadku tych bardzo skłonnych do puszenia i elektryzowania.
Dla zakręconych stosujących pielęgnację bezsilikonową stumulującą skręt polecam zabezpieczać końce silikonowym serum lub choćby odżywką.
Ważne jak
Ważnym aspektem w stosowaniu substancji ochronnych jest kolejność nakładania. Szampon najlepiej by nie zawierał silikonów. Przed każdym włosowym SPA myjemy włosy bezsilikonowym szamponem, aby ułatwić drogę substancjom odżywczym. To czy nakładamy na włosy maskę albo odżywkę do spłukiwania z silikonami to już nasz wybór. Ja korzystam z obu typów. Po zabiegach, by utrzymać nawilżenie i chronić włosy warto zabezpieczyć je odżywką i/lub serum i tutaj możemy zastosować silikony.
Ważne co
Żeby dobrać sobie odpowiedni produkt nie ma chyba lepszej metody, niż ta prób i błędów. Moim zdaniem najlepiej popróbować kosmetyków z różnymi grupami substancji. Moje włosy dla przykładu lubią parafinę, za to wiem, że u niektórych parafina to kompletna klapa. Różne silikony dają różne efekty, te trudniej zmywalne będą dociążać a nawet obciążać włosy. Każdy musi znaleźć sobie swój własny typ. Ważne jest, żeby produkt, który wybieramy nie był naładowany tylko silikonami i parafiną po brzegi, a zawierał substancje odżywcze, które poprawiają kondycję włosów.
Ważne ile
Z substancjami filmotwórczymi trzeba uważać, bo ich nadmiar potrafi nieźle obciążyć. Ja nakładam na całe włosy za ramiona nie więcej jak płaską łyżeczkę odżywki bez spłukiwania, często mniej. Podczas aplikacji zawsze omijam skalp i jego okolice.
Co mi dało zabezpieczanie?
Przede wszystkim moje włosy nie niszczą się tak, jak wcześniej, są bardziej odporne i obserwuję zdecydowanie mniej połamanych i rozdwojonych końcówek. Włosy sa mniej podatne na puszenie i lepiej nawilżone, bo woda z nich tak szybko nie ucieka.
Jaka jest Wasza opinia na ten temat? Też jesteście zdania, że warto używać silikonów i podobnych, ale z głową? Czy może jesteście przeciwniczkami silikonów?
Pozdrawiam,
Hinata
środa, 26 czerwca 2013
Trzymiesięczne zużycia - wracam :)
Witajcie
Dawno nie było mnie na blogu i przyznam, że stęskniłam się za Wami. Ostatni post napisałam w kwietniu i przyznaję się, dumna z tego nie jestem. Dlaczego? Właściwie sporo się pozmieniało - musiałam ostro przysiąść, żeby w końcu zakończyć badania do pracy magisterskiej i zabrać się za pisanie. W dodatku zaczęłam pracować na pełen etat. Dlatego nie miałam zbytnio głowy do tego, żeby pisać i myślę, że ta przerwa była mi potrzebna, aby nabrać weny do pisania i spojrzeć na bloga świeżym okiem.
A teraz wracam do Was pełna zapału do pisania :) Na początek pochwalę się moimi zużyciami w trakcie nieobecności, bo trochę się tego nazbierało. Wszystkie kosmetyki wrzucałam sumiennie do worka i przechowywałam, tak więc mam się czym pochwalić ;)
Tak wygląda fotografia grupowa:
I po koleji:
Szampony:
1. Dulgon Kids Szampon Morelowy - fajny, bardzo się polubiliśmy. Mimo, że delikatny to nie plątał nadmiernie włosów i nie przyspieszał przetłuszczania.Chętnie wrócę do niego.
2. Alterra Kofeina i Biotyna - dobry, choć silniejszy. Niestety nie zauważyłam obiecanego wzmocnienia. Poza tym sprawował się dobrze używany na zmianę z BDFM. Kiedyś z pewnością wypróbuję inne wersje.
3. Dulgon Kids Żel pod prysznic Malinowy - średni, dla mnie porównywalny z Babydream dla dzieci, plącze, choć nie tak bardzo jak BD. Raczej nie kupię, choć polecić mogę jeśli komuś nie przeszkadza, że trochę plącze.
4. Babydream fur Mama balsam do kąpieli - niby ok, ale po dłuższym używaniu jakoś mnie nie zachwycił. Miałam wrażenie, że mimo sporej dawki olejków troszkę przesuszał mi włosy. Być może dam mu kiedyś drugą szansę.
5. Johnson's Baby żel do mycia ciała - w twardszej wodzie nie chciał się specjalnie pienić. Jakoś bez szału, nie polubiłam go. Nie kupię go niestety.
Maski:
1. Venita Hair Mask z masłem shea - ot taka sobie zwykła maska, nie jest zła, choć cudów nie zdziała. Moim zdaniem nie ma co liczyć na wielką regenerację. Nie kupię ponownie, choć też nie odradzam, bo krzywdy nie robi.
2. Shauma Krem i Olejek - bardzo fajna, ładnie pachnąca i dająca fajny efekt a przy tym w niezłej cenie (ok. 12 zł). Włosy po niej są bardziej błyszczące i w lepszej kondycji. Polubiłam i z chęcią sięgnę po nią ponownie. To jedna z masek, po których moje włosy zawsze wyglądają dobrze.
3. Alterra Granat i Aloes - nabłyszcza, włosy są po niej sypkie, chyba trochę wysusza przez alkohol w składzie.Zapach specyficzny, męczył mnie. Nie kupię więcej.
4. NaturVital Sensitive - porządna maska nawilżająca o bardzo dobrym i naturalnym składzie. Stosowana regularnie dobrze nawilża. Kiedyś do niej wrócę.
5. Gliss Kur Oil Nutritive - bogata emolientowa maska o bardzo gęstej konsystencji. Wykazała widoczne działanie regenerujące. Efekty zauważalne po pierwszym zastosowaniu. Dobra dla suchych włosów. Chętnie do niej wrócę.
Odżywki:
1. Joanna Naturia z pokrzywą - w opcji b/s nie sprawdziła się, moje włosy potrzebują czegoś mocniejszego. Zmęczyłam jako pierwsze O i nie kupię ponownie.
2. Joanna z Apteczki Babuni miód i mleko - podobnie jak Joanna Naturia z pokrzywą nic specjalnego, także zmęczyłam jako pierwsze O i nie zamierzam do niej wracać.
3. Isana Hair Oil Care Spulung z olejkiem arganowym - bardzo dobra, obecnie moja ulubiona. Stosowałam często zamiast maski i efekt był super, włosy miękkie, błyszczące i lekkie. Polecam i już mam drugą butlę.
Jak widać sporo się uzbierało przez te 3 miesiące. Moje zapasy niestety specjalnie nie zmalały, bo kupiłam trochę nowych rzeczy.
Dlatego postanawiam akcję 2 za jeden:zużywam 2 rzeczy z danej kategorii i dopiero wtedy pozwalam sobie na zakup jednej w zamian.
Ostatnio moje włosy przeszły też pewne zmiany, ale o tym opowiem w innym poście ;)
Miałyście te produkty? Lubicie, a może nie? Zapraszam do dyskusji :)
Buziaki,
Hinata
Dawno nie było mnie na blogu i przyznam, że stęskniłam się za Wami. Ostatni post napisałam w kwietniu i przyznaję się, dumna z tego nie jestem. Dlaczego? Właściwie sporo się pozmieniało - musiałam ostro przysiąść, żeby w końcu zakończyć badania do pracy magisterskiej i zabrać się za pisanie. W dodatku zaczęłam pracować na pełen etat. Dlatego nie miałam zbytnio głowy do tego, żeby pisać i myślę, że ta przerwa była mi potrzebna, aby nabrać weny do pisania i spojrzeć na bloga świeżym okiem.
A teraz wracam do Was pełna zapału do pisania :) Na początek pochwalę się moimi zużyciami w trakcie nieobecności, bo trochę się tego nazbierało. Wszystkie kosmetyki wrzucałam sumiennie do worka i przechowywałam, tak więc mam się czym pochwalić ;)
Tak wygląda fotografia grupowa:
I po koleji:
Szampony:
1. Dulgon Kids Szampon Morelowy - fajny, bardzo się polubiliśmy. Mimo, że delikatny to nie plątał nadmiernie włosów i nie przyspieszał przetłuszczania.Chętnie wrócę do niego.
2. Alterra Kofeina i Biotyna - dobry, choć silniejszy. Niestety nie zauważyłam obiecanego wzmocnienia. Poza tym sprawował się dobrze używany na zmianę z BDFM. Kiedyś z pewnością wypróbuję inne wersje.
3. Dulgon Kids Żel pod prysznic Malinowy - średni, dla mnie porównywalny z Babydream dla dzieci, plącze, choć nie tak bardzo jak BD. Raczej nie kupię, choć polecić mogę jeśli komuś nie przeszkadza, że trochę plącze.
4. Babydream fur Mama balsam do kąpieli - niby ok, ale po dłuższym używaniu jakoś mnie nie zachwycił. Miałam wrażenie, że mimo sporej dawki olejków troszkę przesuszał mi włosy. Być może dam mu kiedyś drugą szansę.
5. Johnson's Baby żel do mycia ciała - w twardszej wodzie nie chciał się specjalnie pienić. Jakoś bez szału, nie polubiłam go. Nie kupię go niestety.
Maski:
1. Venita Hair Mask z masłem shea - ot taka sobie zwykła maska, nie jest zła, choć cudów nie zdziała. Moim zdaniem nie ma co liczyć na wielką regenerację. Nie kupię ponownie, choć też nie odradzam, bo krzywdy nie robi.
2. Shauma Krem i Olejek - bardzo fajna, ładnie pachnąca i dająca fajny efekt a przy tym w niezłej cenie (ok. 12 zł). Włosy po niej są bardziej błyszczące i w lepszej kondycji. Polubiłam i z chęcią sięgnę po nią ponownie. To jedna z masek, po których moje włosy zawsze wyglądają dobrze.
3. Alterra Granat i Aloes - nabłyszcza, włosy są po niej sypkie, chyba trochę wysusza przez alkohol w składzie.Zapach specyficzny, męczył mnie. Nie kupię więcej.
4. NaturVital Sensitive - porządna maska nawilżająca o bardzo dobrym i naturalnym składzie. Stosowana regularnie dobrze nawilża. Kiedyś do niej wrócę.
5. Gliss Kur Oil Nutritive - bogata emolientowa maska o bardzo gęstej konsystencji. Wykazała widoczne działanie regenerujące. Efekty zauważalne po pierwszym zastosowaniu. Dobra dla suchych włosów. Chętnie do niej wrócę.
Odżywki:
1. Joanna Naturia z pokrzywą - w opcji b/s nie sprawdziła się, moje włosy potrzebują czegoś mocniejszego. Zmęczyłam jako pierwsze O i nie kupię ponownie.
2. Joanna z Apteczki Babuni miód i mleko - podobnie jak Joanna Naturia z pokrzywą nic specjalnego, także zmęczyłam jako pierwsze O i nie zamierzam do niej wracać.
3. Isana Hair Oil Care Spulung z olejkiem arganowym - bardzo dobra, obecnie moja ulubiona. Stosowałam często zamiast maski i efekt był super, włosy miękkie, błyszczące i lekkie. Polecam i już mam drugą butlę.
Jak widać sporo się uzbierało przez te 3 miesiące. Moje zapasy niestety specjalnie nie zmalały, bo kupiłam trochę nowych rzeczy.
Dlatego postanawiam akcję 2 za jeden:zużywam 2 rzeczy z danej kategorii i dopiero wtedy pozwalam sobie na zakup jednej w zamian.
Ostatnio moje włosy przeszły też pewne zmiany, ale o tym opowiem w innym poście ;)
Miałyście te produkty? Lubicie, a może nie? Zapraszam do dyskusji :)
Buziaki,
Hinata
wtorek, 23 kwietnia 2013
Moje nowości Isana - przedrecenzyjne wrażenia
Witajcie!
Dziś słów kilka o dwóch nowościach od Isany w moich włosowych zbiorach. Co prawda nie jest to jeszcze pełna recenzja, ale chciałam się podzielić z Wami moimi wstępnymi spostrzeżeniami. Zapraszam do lektury :)
Kremowy balsam do ciała z olejkiem arganowym
Kupiłam w promocji w Rossmannie bo szukałam czegoś do kremowania włosów. Skusił mnie całkiem bogaty skład i zawartość olejku arganowego, który jak przypuszczam korzystnie wpływa na moje włosy - prosta i zwykła odżywka zawierająca argan świetnie się spisuje.
Używam go ostatnio praktycznie przed każdym myciem.
Co zauważyłam?
+ Zawiera olej kokosowy, arganowy, masło kakaowe i shea, a więc na bogato! Gdzieś tam przewija się także gliceryna i wit. E.
+ Aplikacja jest niesamowicie łatwa i szybka dzięki płynnej, rzadkiej konsystencji.
+ Działanie! Moje włosy aż go piją, zwłaszcza końce. Zauważyłam także, że odkąd go używam mniej się łamią. Po balsamowaniu są miękkie i miłe w dotyku, błyszczą - czego chcieć więcej?
+ Zmywa się błyskawicznie, aż mam wrażenie, że wystarczy spłukać, choć dla pewności myję szamponem.
- Konserwanty - no cóż, niestety ma w odróżnieniu od olejów, choć patrząc na skład tak na szybko nie wydają się być szczególnie groźne.
Odżywka "niebieska" Isana
Ciekawa byłam niesamowicie bo z produktów Isany do włosów miałam tylko odżywkę Professional i ta okazała się moim hitem. Ale skusiłam się ze względu na śmiesznie niską cenę i ładny skład, choć jakoś wątpiłam w jej niesamowite działanie. Szczerze mówiąc pomyślałam, że pewnie kolejna odżywka, którą zmęczę jako pierwsze O. A tu jak na razie pełne zdziwienie!
Użyłam jak do tej pory tylko raz, ale efekt mnie zaskoczył.
Co zauważyłam?
+ Włosy były niesamowicie miękkie, nawilżone i błyszczące i to wszystko bez silikonu. Nawet powiedziałabym, że pobiła pod tym względem mojego faworyta.
= Ma specyficzny zapach - mi kojarzy się ze świeżym praniem troszkę. Ogólnie miły, taki inny, choć pewnie nie każdemu się spodoba.
= Dziwnie się nakłada - jest bardzo gęsta, choć nałożona na włosy od razu jakby zniknęła, wchłonęła się. Wybaczam jej to, bo choć nie czułam jej zbytnio na włosach to po ok. 15-20 minutach pod czepkiem dała efekt wow.
A Wy miałyście już te kosmetyki? A może polecicie inne Rossmannowe hity?
Dziś słów kilka o dwóch nowościach od Isany w moich włosowych zbiorach. Co prawda nie jest to jeszcze pełna recenzja, ale chciałam się podzielić z Wami moimi wstępnymi spostrzeżeniami. Zapraszam do lektury :)
Kremowy balsam do ciała z olejkiem arganowym
Kupiłam w promocji w Rossmannie bo szukałam czegoś do kremowania włosów. Skusił mnie całkiem bogaty skład i zawartość olejku arganowego, który jak przypuszczam korzystnie wpływa na moje włosy - prosta i zwykła odżywka zawierająca argan świetnie się spisuje.
Używam go ostatnio praktycznie przed każdym myciem.
Co zauważyłam?
+ Zawiera olej kokosowy, arganowy, masło kakaowe i shea, a więc na bogato! Gdzieś tam przewija się także gliceryna i wit. E.
+ Aplikacja jest niesamowicie łatwa i szybka dzięki płynnej, rzadkiej konsystencji.
+ Działanie! Moje włosy aż go piją, zwłaszcza końce. Zauważyłam także, że odkąd go używam mniej się łamią. Po balsamowaniu są miękkie i miłe w dotyku, błyszczą - czego chcieć więcej?
+ Zmywa się błyskawicznie, aż mam wrażenie, że wystarczy spłukać, choć dla pewności myję szamponem.
- Konserwanty - no cóż, niestety ma w odróżnieniu od olejów, choć patrząc na skład tak na szybko nie wydają się być szczególnie groźne.
Odżywka "niebieska" Isana
Ciekawa byłam niesamowicie bo z produktów Isany do włosów miałam tylko odżywkę Professional i ta okazała się moim hitem. Ale skusiłam się ze względu na śmiesznie niską cenę i ładny skład, choć jakoś wątpiłam w jej niesamowite działanie. Szczerze mówiąc pomyślałam, że pewnie kolejna odżywka, którą zmęczę jako pierwsze O. A tu jak na razie pełne zdziwienie!
Użyłam jak do tej pory tylko raz, ale efekt mnie zaskoczył.
Co zauważyłam?
+ Włosy były niesamowicie miękkie, nawilżone i błyszczące i to wszystko bez silikonu. Nawet powiedziałabym, że pobiła pod tym względem mojego faworyta.
= Ma specyficzny zapach - mi kojarzy się ze świeżym praniem troszkę. Ogólnie miły, taki inny, choć pewnie nie każdemu się spodoba.
= Dziwnie się nakłada - jest bardzo gęsta, choć nałożona na włosy od razu jakby zniknęła, wchłonęła się. Wybaczam jej to, bo choć nie czułam jej zbytnio na włosach to po ok. 15-20 minutach pod czepkiem dała efekt wow.
A Wy miałyście już te kosmetyki? A może polecicie inne Rossmannowe hity?
niedziela, 14 kwietnia 2013
Szampon morelowy Dulgon Kids - recenzja
Witajcie Kochane :)
Dzisiaj na prośbę jednej z czytelniczek postanowiłam napisać recenzję szamponu dla dzieci firmy Dulgon o zapachu moreli.
Dostępność i cena:
Szampon można kupić w kilku miejscach m.in. w Realu za ok. 10 zł/250 ml, w Naturze za ok. 6 zł a także na doz.pl w tej cenie co w Naturze.
Opis producenta:
"Szampon do włosów - bajecznie pachnący szampon dla prawdziwych rycerzy i księżniczek. Delikatna formuła łagodnie myje włosy nadając im jedwabisty połysk, miękkość i gładkość. Ułatwia rozczesywanie włosów, nie podrażnia. Dostępny w następujących nutach zapachowych: kokos, morela. PH przyjazne skórze, nie zawiera PEG, potwierdzone dermatologicznie, od trzeciego roku życia"
Skład:
AQUA, LAURYL GLUCOSIDE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM COCAMPHOACETATE, SODIUM CHLORIDE, POLYQUATERNIUM-7, GLYCERYL OLEATE, CITRIC ACID, COCO-GLUCOSIDE, DISODIUM COCOYL GLUTAMATE, BENZYL ALCOHOL, PHENOXYETHANOL, PARFUM, POTASSIUM SORBATE, POLYQUATERNIUM-44, LIMONENE, HEXYL CINNAMAL, LINALOOL, GERANIOL
Szampon zawiera delikatne substancje myjące. Brak ekstraktów, choć w szamponie nie są mi one w gruncie rzeczy potrzebne - ma myć. Brak silikonów, za to zawiera pq, które też mogą się nadbudowywać, jednak dosyć ciężko znaleźć szampon bez pq.
Opakowanie:
Przyjemna, trwała i wytrzymała butelka o nietypowym kształcie. Wygodna w użyciu. Szkoda tylko, że nie da rady jej postawić na nakrętce.
Konsystencja i wydajność:
Konsystencja nie za rzadka i nie zbyt gęsta - w sam raz. Barwa żółta przezroczysta. Szampon pięknie pachnie morelami/brzoskwiniami, dobrze się pieni, wydajność standardowa, starczył na jakiś miesiąc mycia.
Jak stosowałam:
Jako łagodny szampon do regularnego mycia włosów. Przy jego stosowaniu używałam co jakieś 1-2 tygodnie szamponu z SLeS.
Moje wrażenia:
Plusy:
+ nie plącze włosów tak jak inne szampony np. BD
+ zapach
+ konsystencja w sam raz
+ domywa bez problemu wszystkie oleje, włosy po nim są świeże, nie są przyklapnięte
+ wydajność jest całkiem niezła
+ cena niska i adekwatna do jakości
+ porządnie się pieni, nawet w twardszej wodzie
Minusy:
- skład mógł by zawierać jakikolwiek dobroczynny składnik prócz zapachu, myjadeł i konserwantów
- niestety ma pq, choć szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to bardzo, i tak od czasu do czasu myję włosy mocnym szamponem, a znaleźć dobry szampon bez pq nie jest łatwo - wybaczam
Podsumowując:
Ja byłam z niego bardzo zadowolona, spełnił moje oczekiwania w pełni. Właściwie nie mam mu nic do zarzucenia i z chęcią kupię za jakiś czas kolejną butelkę, tym razem może wersję kokosową. Polecam z czystym sumieniem. Jak do tej pory mój ulubiony delikatny szampon.
Miałyście? Jak się sprawował?
Buziaki,
Hinata
Dzisiaj na prośbę jednej z czytelniczek postanowiłam napisać recenzję szamponu dla dzieci firmy Dulgon o zapachu moreli.
Dostępność i cena:
Szampon można kupić w kilku miejscach m.in. w Realu za ok. 10 zł/250 ml, w Naturze za ok. 6 zł a także na doz.pl w tej cenie co w Naturze.
Opis producenta:
"Szampon do włosów - bajecznie pachnący szampon dla prawdziwych rycerzy i księżniczek. Delikatna formuła łagodnie myje włosy nadając im jedwabisty połysk, miękkość i gładkość. Ułatwia rozczesywanie włosów, nie podrażnia. Dostępny w następujących nutach zapachowych: kokos, morela. PH przyjazne skórze, nie zawiera PEG, potwierdzone dermatologicznie, od trzeciego roku życia"
Skład:
AQUA, LAURYL GLUCOSIDE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM COCAMPHOACETATE, SODIUM CHLORIDE, POLYQUATERNIUM-7, GLYCERYL OLEATE, CITRIC ACID, COCO-GLUCOSIDE, DISODIUM COCOYL GLUTAMATE, BENZYL ALCOHOL, PHENOXYETHANOL, PARFUM, POTASSIUM SORBATE, POLYQUATERNIUM-44, LIMONENE, HEXYL CINNAMAL, LINALOOL, GERANIOL
Szampon zawiera delikatne substancje myjące. Brak ekstraktów, choć w szamponie nie są mi one w gruncie rzeczy potrzebne - ma myć. Brak silikonów, za to zawiera pq, które też mogą się nadbudowywać, jednak dosyć ciężko znaleźć szampon bez pq.
Opakowanie:
Przyjemna, trwała i wytrzymała butelka o nietypowym kształcie. Wygodna w użyciu. Szkoda tylko, że nie da rady jej postawić na nakrętce.
Konsystencja i wydajność:
Konsystencja nie za rzadka i nie zbyt gęsta - w sam raz. Barwa żółta przezroczysta. Szampon pięknie pachnie morelami/brzoskwiniami, dobrze się pieni, wydajność standardowa, starczył na jakiś miesiąc mycia.
Jak stosowałam:
Jako łagodny szampon do regularnego mycia włosów. Przy jego stosowaniu używałam co jakieś 1-2 tygodnie szamponu z SLeS.
Moje wrażenia:
Plusy:
+ nie plącze włosów tak jak inne szampony np. BD
+ zapach
+ konsystencja w sam raz
+ domywa bez problemu wszystkie oleje, włosy po nim są świeże, nie są przyklapnięte
+ wydajność jest całkiem niezła
+ cena niska i adekwatna do jakości
+ porządnie się pieni, nawet w twardszej wodzie
Minusy:
- skład mógł by zawierać jakikolwiek dobroczynny składnik prócz zapachu, myjadeł i konserwantów
- niestety ma pq, choć szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to bardzo, i tak od czasu do czasu myję włosy mocnym szamponem, a znaleźć dobry szampon bez pq nie jest łatwo - wybaczam
Podsumowując:
Ja byłam z niego bardzo zadowolona, spełnił moje oczekiwania w pełni. Właściwie nie mam mu nic do zarzucenia i z chęcią kupię za jakiś czas kolejną butelkę, tym razem może wersję kokosową. Polecam z czystym sumieniem. Jak do tej pory mój ulubiony delikatny szampon.
Miałyście? Jak się sprawował?
Buziaki,
Hinata
środa, 10 kwietnia 2013
Hinata gotuje: Frytki z selera
Bardzo się ucieszyłam, że jesteście za wprowadzeniem cyklu z przepisami na lekkie dania w sam raz na wiosenne odchudzanie. Tym razem nie na słodko.
Lubicie frytki? Ja uwielbiam i bardzo często mam na nie ochotę, niestety te zwyczajne smażone na oleju są straszliwie kaloryczne. Zapraszam Was do spróbowania dietetycznych, choć pysznych i aromatycznych frytek z selera.
Składniki:
seler (ja wzięłam 1/4 wielkiego, po obraniu i pokrojeniu 230g)
2 łyżki oliwy z oliwek
przyprawy ( u mnie sól, tymianek, odrobina słodkiej papryki i przyprawa do ziemniaków gotowa)
Przygotowanie:
1. Myjemy, obieramy i kroimy selera tak jak ziemniaki na frytki.
2. W misce mieszamy oliwę z przyprawami. Do mieszanki wrzucamy pokrojonego selera i dokładnie mieszamy. Wstawiamy miskę do lodówki, żeby seler nabrał smaku i w tym czasie nagrzewamy piekarnik na 200 stopni.
3. Wykładamy blaszkę papierem do pieczenia albo folią aluminiową (proponuję papier, bo wchłonie nam część tłuszczu), nakładamy na blaszkę nasze frytki i pieczemy w 200 stopniach przez ok. 30 minut aż będą złote, dobrze wypieczone.
Czas przygotowania: 15 minut + nagrzewanie piekarnika + pieczenie 30 minut
Koszt: ok. 1 zł
Kaloryczność: ok. 200 kcal/ porcję 126 g gotowych frytek (tyle ważyła porcja po upieczeniu zrobiona z 230g surowego selera)
Frytki serio są pyszne, wcale bardzo nie czuć selera, a tego się obawiałam najbardziej, bo specjalną amatorką selera nie jestem. Są za to zdrowe, niskokaloryczne (zwykłe mają nawet 500 kcal!) i nasycone przyprawami - nie potrzeba do nich żadnych sosów.
Skusiłam Was na selerowe frytki?
Buziaki,
Hinata
Lubicie frytki? Ja uwielbiam i bardzo często mam na nie ochotę, niestety te zwyczajne smażone na oleju są straszliwie kaloryczne. Zapraszam Was do spróbowania dietetycznych, choć pysznych i aromatycznych frytek z selera.
Składniki:
seler (ja wzięłam 1/4 wielkiego, po obraniu i pokrojeniu 230g)
2 łyżki oliwy z oliwek
przyprawy ( u mnie sól, tymianek, odrobina słodkiej papryki i przyprawa do ziemniaków gotowa)
Przygotowanie:
1. Myjemy, obieramy i kroimy selera tak jak ziemniaki na frytki.
2. W misce mieszamy oliwę z przyprawami. Do mieszanki wrzucamy pokrojonego selera i dokładnie mieszamy. Wstawiamy miskę do lodówki, żeby seler nabrał smaku i w tym czasie nagrzewamy piekarnik na 200 stopni.
3. Wykładamy blaszkę papierem do pieczenia albo folią aluminiową (proponuję papier, bo wchłonie nam część tłuszczu), nakładamy na blaszkę nasze frytki i pieczemy w 200 stopniach przez ok. 30 minut aż będą złote, dobrze wypieczone.
Czas przygotowania: 15 minut + nagrzewanie piekarnika + pieczenie 30 minut
Koszt: ok. 1 zł
Kaloryczność: ok. 200 kcal/ porcję 126 g gotowych frytek (tyle ważyła porcja po upieczeniu zrobiona z 230g surowego selera)
Frytki serio są pyszne, wcale bardzo nie czuć selera, a tego się obawiałam najbardziej, bo specjalną amatorką selera nie jestem. Są za to zdrowe, niskokaloryczne (zwykłe mają nawet 500 kcal!) i nasycone przyprawami - nie potrzeba do nich żadnych sosów.
Skusiłam Was na selerowe frytki?
Buziaki,
Hinata
Wiosenne zakupy + denko z marca
Hej Wam!
Co prawda wiosna nie zagościła jeszcze w pełni, ale już trochę ją u mnie czuć. Utrzymuje się plusowa temperatura i wreszcie te hałdy śniegu zaczynają się roztapiać. Dzięki miłej perspektywie wiosny i codziennym ćwiczeniom na fitnessie i siłowni mam ostatnio sporo energii. Postanowiłam przejść się do Rossmanna na małe wiosenne zakupy. Oto co znalazło się w moim koszyku:
1. Lotion do ciała Isana z olejkiem Arganowym - ładny skład, kupiony do kremowania ciała i włosów.
2. Odżywka Oil Care Spulung Isana Hair Professional z olejkiem arganowym - ostatnio mój hit, to już drugie opakowanie. Miałam nie kupować na razie odżywek, ale jakoś nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niej, bo nigdy nie zawodzi i po 10 minutach z nią moje włosy są miękkie, lekkie, nawilżone i wygładzone.
3. Nowość Isany, Odżywka do włosów z ekstraktem z bawełny i kompleksem nawilżającym - zobaczyłam na półce i musiałam ją wziąć, ma chyba najciekawszy skład z tej serii. Jestem jej bardzo ciekawa. Tutaj link do KWC
4. Cukierki Altapharma bez cukru - miałam malinowe, teraz pora na pomarańczowe i wiśniowe. Są smaczne i odświeżające, przypominają owocowe pastylki Orbit, a do tego kosztują 2 zł/op i sztuka ma tylko 3 kcal!
A teraz czas na denko z marca. Jestem z niego bardzo zadowolona, poszło sporo kosmetyków
Szampon Brzozowy Barwa - dobry, prosty szampon. Nie ujął mnie jego zapach. Kupiłam pokrzywowy dla mamy, pewnie będę używać z nią.
Szampon Morelowy Dulgon - bardzo fajny delikatny szampon do codziennego mycia. Jak do tej pory chyba najbardziej mi odpowiadał i chętnie do niego wrócę.
Płyn do mycia 3w1 Johnson's Baby - średniak, próbkę sobie zamówiłam, ale niestety nie kupię całego opakowania. Przy gorszej jakości wody (u TŻ) nie chciał się pienić.
Kuracja Rzepa Joanny - niestety nie używałam regularnie żeby ocenić jej działanie.
Maska NaturVital Sensitive - bardzo dobra maska nawilżająca o świetnym składzie. Póki co nie kupię, bo zużywam zapasy, ale serdecznie polecam.
Odżywka b/s Joanna Naturia zielona - nie urzekła mnie niestety. Do tej serii pewnie wrócę, ale wybiorę inny wariant. Mam wrażenie, że lekko przesuszała, a nic szczególnego nie zdziałała.
Także jak widać skrupulatnie zużywam zapasy, już moje szafki trochę się odchudziły. Dlatego też postanowiłam się nagrodzić i kupić sobie dwie odżywki, a co mi tam ;) Teraz będę znów starać się nie kupować póki nie zredukuję maksymalnie moich zapasów. Kosmetyki niewłosowe też staram się maksymalnie zużyć, zbieram opakowania i co miesiąc łącznie wyrzucam torbę pustych opakowań, także nie jest źle, porządki wiosenne pełną parą :)
Buziaki,
Hinata
Co prawda wiosna nie zagościła jeszcze w pełni, ale już trochę ją u mnie czuć. Utrzymuje się plusowa temperatura i wreszcie te hałdy śniegu zaczynają się roztapiać. Dzięki miłej perspektywie wiosny i codziennym ćwiczeniom na fitnessie i siłowni mam ostatnio sporo energii. Postanowiłam przejść się do Rossmanna na małe wiosenne zakupy. Oto co znalazło się w moim koszyku:
1. Lotion do ciała Isana z olejkiem Arganowym - ładny skład, kupiony do kremowania ciała i włosów.
2. Odżywka Oil Care Spulung Isana Hair Professional z olejkiem arganowym - ostatnio mój hit, to już drugie opakowanie. Miałam nie kupować na razie odżywek, ale jakoś nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niej, bo nigdy nie zawodzi i po 10 minutach z nią moje włosy są miękkie, lekkie, nawilżone i wygładzone.
3. Nowość Isany, Odżywka do włosów z ekstraktem z bawełny i kompleksem nawilżającym - zobaczyłam na półce i musiałam ją wziąć, ma chyba najciekawszy skład z tej serii. Jestem jej bardzo ciekawa. Tutaj link do KWC
4. Cukierki Altapharma bez cukru - miałam malinowe, teraz pora na pomarańczowe i wiśniowe. Są smaczne i odświeżające, przypominają owocowe pastylki Orbit, a do tego kosztują 2 zł/op i sztuka ma tylko 3 kcal!
A teraz czas na denko z marca. Jestem z niego bardzo zadowolona, poszło sporo kosmetyków
Szampon Brzozowy Barwa - dobry, prosty szampon. Nie ujął mnie jego zapach. Kupiłam pokrzywowy dla mamy, pewnie będę używać z nią.
Szampon Morelowy Dulgon - bardzo fajny delikatny szampon do codziennego mycia. Jak do tej pory chyba najbardziej mi odpowiadał i chętnie do niego wrócę.
Płyn do mycia 3w1 Johnson's Baby - średniak, próbkę sobie zamówiłam, ale niestety nie kupię całego opakowania. Przy gorszej jakości wody (u TŻ) nie chciał się pienić.
Kuracja Rzepa Joanny - niestety nie używałam regularnie żeby ocenić jej działanie.
Maska NaturVital Sensitive - bardzo dobra maska nawilżająca o świetnym składzie. Póki co nie kupię, bo zużywam zapasy, ale serdecznie polecam.
Odżywka b/s Joanna Naturia zielona - nie urzekła mnie niestety. Do tej serii pewnie wrócę, ale wybiorę inny wariant. Mam wrażenie, że lekko przesuszała, a nic szczególnego nie zdziałała.
Także jak widać skrupulatnie zużywam zapasy, już moje szafki trochę się odchudziły. Dlatego też postanowiłam się nagrodzić i kupić sobie dwie odżywki, a co mi tam ;) Teraz będę znów starać się nie kupować póki nie zredukuję maksymalnie moich zapasów. Kosmetyki niewłosowe też staram się maksymalnie zużyć, zbieram opakowania i co miesiąc łącznie wyrzucam torbę pustych opakowań, także nie jest źle, porządki wiosenne pełną parą :)
Buziaki,
Hinata
sobota, 6 kwietnia 2013
Mariza SPA: Żel pod prysznic jaśminowy - recenzja
Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyku firmy Mariza. Niestety tym razem nie byłam specjalnie zadowolona. Zapraszam do lektury.
Opis producenta:
"Rewitalizujący żel pod prysznic delikatnie myje i pielęgnuje Twoje ciało. Aromat jaśminu z nutą mandarynki zapewnia doskonałe odprężenie, poprawia nastrój i pobudza zmysły. Preparat wzbogacono w zieloną herbatę, d-pantenol, alantoinę i glicerynę, które chronią skórę przed wysuszeniem, wzmacniają jej naturalną barierę ochronną oraz łagodzą drobne podrażnienia. Twoja skóra staje się miękka, gładka i odpowiednio nawilżona."
Cena:
Za opakowanie o pojemności 250ml zapłacimy ok. 10 zł.
Opakowanie:
Przyjemna, plastikowa butelka o ładnej etykiecie. Wygodne, można postawić na zakrętce, bez zastrzeżeń.
Wydajność:
Słaba, przez galaretkowatą konsystencję. Jest gęsty i zbity jak tężejąca galaretka, przez co ciężko się dozuje. Niestety nie starczył na zbyt długo.
Moje odczucia:
Żel zupełnie nie przypadł mi do gustu. Po pierwsze konsystencja - za bardzo galaretowata. Po drugie zapach - jaśminowym nazwać go nie można, jest taki dość ostry i jakby męski. Po około połowie opakowania oddałam go do dalszych testów TŻ-owi, któremu zapach odpowiadał. Bardzo szybko zużył resztę i również jest zdania, że jest mało wydajny. Działanie na skórę jest ok, standardowe jak to żelu pod prysznic. Nie szkodzi, ale żeby działał cuda też nie powiem. Niestety nie polubiliśmy się. Grejfrutowy żel w świątecznej kulce był o niebo lepszy.
A Wy miałyście może ten lub inne żele z firmy Mariza?
Opis producenta:
"Rewitalizujący żel pod prysznic delikatnie myje i pielęgnuje Twoje ciało. Aromat jaśminu z nutą mandarynki zapewnia doskonałe odprężenie, poprawia nastrój i pobudza zmysły. Preparat wzbogacono w zieloną herbatę, d-pantenol, alantoinę i glicerynę, które chronią skórę przed wysuszeniem, wzmacniają jej naturalną barierę ochronną oraz łagodzą drobne podrażnienia. Twoja skóra staje się miękka, gładka i odpowiednio nawilżona."
Cena:
Za opakowanie o pojemności 250ml zapłacimy ok. 10 zł.
Opakowanie:
Przyjemna, plastikowa butelka o ładnej etykiecie. Wygodne, można postawić na zakrętce, bez zastrzeżeń.
Wydajność:
Słaba, przez galaretkowatą konsystencję. Jest gęsty i zbity jak tężejąca galaretka, przez co ciężko się dozuje. Niestety nie starczył na zbyt długo.
Moje odczucia:
Żel zupełnie nie przypadł mi do gustu. Po pierwsze konsystencja - za bardzo galaretowata. Po drugie zapach - jaśminowym nazwać go nie można, jest taki dość ostry i jakby męski. Po około połowie opakowania oddałam go do dalszych testów TŻ-owi, któremu zapach odpowiadał. Bardzo szybko zużył resztę i również jest zdania, że jest mało wydajny. Działanie na skórę jest ok, standardowe jak to żelu pod prysznic. Nie szkodzi, ale żeby działał cuda też nie powiem. Niestety nie polubiliśmy się. Grejfrutowy żel w świątecznej kulce był o niebo lepszy.
A Wy miałyście może ten lub inne żele z firmy Mariza?
czwartek, 4 kwietnia 2013
Farby do włosów: Garnier Color Naturals vs. Marion Mari Color
Witajcie!
Chciałam dziś napisać dla Was kilka słów na temat farb do włosów, których w ostatnim czasie używałam. Ujmę tutaj moje spostrzeżenia na temat farby Garniera Color Naturals, którym farbowałam na początku grudnia oraz Mari Color użytej pod koniec stycznia. Farby, mimo, że obie są z tej samej grupy produktów do koloryzacji trwałej, różnią się znacznie od siebie.
Cena:
Garnier - około 15 zł/ op.
Marion - 5-6 zł/ podwójne op.
Na moje włosy zużyłam:
Garnier - 2 op. czyli ok. 30 zł
Marion - jedno podwójne op. czyli około 6 zł
Walory opakowania i zawartości:
Garnier - w kartoniku mamy tubkę z kremem koloryzującym, buteleczkę z mleczkiem rozwijającym, rękawiczki, instrukcję i odżywkę po koloryzacji. Wszystko jest, ok.
Marion - farba zapakowana jest w plastikową saszetkę podzieloną na dwie komory, żeby użyć wystarczy złożyć na pół, za jednym zamachem odciąć dwa rogi i razem wycisnąć do pojemnika, wygodne. Dodatkowo mamy załączone rękawiczki, instrukcja jest na opakowaniu. Niestety brak odżywki :/
Kolor:
Garnier - kolor przede wszystkim wychodzi sporo ciemniejszy niż na opakowaniu, prawie czarny. Spłukuje się dosyć powoli i równomiernie. Dobrze wgryza się we włosy i bardzo ładnie wyrównał mi kolor (odrosty ciemny blond, a reszta jasna, rudawa, końcówki najjaśniejsze).
Marion - kolor wychodzi bardziej zbliżony do koloru na opakowaniu, nie za ciemny. Wypłukuje się dużo szybciej. Plus za to, że jest dosyć naturalny. U mnie nakładany był po farbie Garniera, widzę znaczną różnicę włosy na długości są jakby trwalej wybarwione niż odrost po Garnierze zafarbowany samą Marion. Przypuszczam, że gdyby położyć Marion na naturalne włosy po jakimś czasie wypłukałby się w większej części.
Wpływ na kondycję włosa:
Garnier - włosy po farbowaniu były przesuszone, z tendencją do łamania się, niestety farba znacznie osłabiła ich kondycję. Co do wypadania nie zauważyłam, żeby jakoś nadmiernie się zwiększyło. Nie było wcale tak łatwo powrócić do kondycji sprzed farbowania.
Marion - farba jest mniej trwała niż Garnier, nie wgryza się tak we włosy i jest dla nich z pewnością delikatniejsza. Po farbowaniu Marionem włosy były w dobrej kondycji, może trochę przesuszone na końcach, jednak szybko wróciły do normy, wystarczyło dobrze je nawilżyć. Wypadania równiez u mnie nie zwiększył.
Którą bym wybrała? W tym momencie oczywiście Marion, ze względu na łagodność dla włosów. Jednak jeśli wypłuczą mi się znacznie i odrost po Garnierze będzie bardzo duży i widoczny chyba skuszę się na odnowienie całego koloru Garnierem i znów przez jakiś czas wrócę do Marion.
Chciałam dziś napisać dla Was kilka słów na temat farb do włosów, których w ostatnim czasie używałam. Ujmę tutaj moje spostrzeżenia na temat farby Garniera Color Naturals, którym farbowałam na początku grudnia oraz Mari Color użytej pod koniec stycznia. Farby, mimo, że obie są z tej samej grupy produktów do koloryzacji trwałej, różnią się znacznie od siebie.
![]() |
| Garnier Color Naturals 4.3 |
![]() |
| Mari Color 321 |
Garnier - około 15 zł/ op.
Marion - 5-6 zł/ podwójne op.
Na moje włosy zużyłam:
Garnier - 2 op. czyli ok. 30 zł
Marion - jedno podwójne op. czyli około 6 zł
Walory opakowania i zawartości:
Garnier - w kartoniku mamy tubkę z kremem koloryzującym, buteleczkę z mleczkiem rozwijającym, rękawiczki, instrukcję i odżywkę po koloryzacji. Wszystko jest, ok.
Marion - farba zapakowana jest w plastikową saszetkę podzieloną na dwie komory, żeby użyć wystarczy złożyć na pół, za jednym zamachem odciąć dwa rogi i razem wycisnąć do pojemnika, wygodne. Dodatkowo mamy załączone rękawiczki, instrukcja jest na opakowaniu. Niestety brak odżywki :/
Kolor:
Garnier - kolor przede wszystkim wychodzi sporo ciemniejszy niż na opakowaniu, prawie czarny. Spłukuje się dosyć powoli i równomiernie. Dobrze wgryza się we włosy i bardzo ładnie wyrównał mi kolor (odrosty ciemny blond, a reszta jasna, rudawa, końcówki najjaśniejsze).
Marion - kolor wychodzi bardziej zbliżony do koloru na opakowaniu, nie za ciemny. Wypłukuje się dużo szybciej. Plus za to, że jest dosyć naturalny. U mnie nakładany był po farbie Garniera, widzę znaczną różnicę włosy na długości są jakby trwalej wybarwione niż odrost po Garnierze zafarbowany samą Marion. Przypuszczam, że gdyby położyć Marion na naturalne włosy po jakimś czasie wypłukałby się w większej części.
Wpływ na kondycję włosa:
Garnier - włosy po farbowaniu były przesuszone, z tendencją do łamania się, niestety farba znacznie osłabiła ich kondycję. Co do wypadania nie zauważyłam, żeby jakoś nadmiernie się zwiększyło. Nie było wcale tak łatwo powrócić do kondycji sprzed farbowania.
Marion - farba jest mniej trwała niż Garnier, nie wgryza się tak we włosy i jest dla nich z pewnością delikatniejsza. Po farbowaniu Marionem włosy były w dobrej kondycji, może trochę przesuszone na końcach, jednak szybko wróciły do normy, wystarczyło dobrze je nawilżyć. Wypadania równiez u mnie nie zwiększył.
Którą bym wybrała? W tym momencie oczywiście Marion, ze względu na łagodność dla włosów. Jednak jeśli wypłuczą mi się znacznie i odrost po Garnierze będzie bardzo duży i widoczny chyba skuszę się na odnowienie całego koloru Garnierem i znów przez jakiś czas wrócę do Marion.
środa, 3 kwietnia 2013
Hinata gotuje: Śmietanowiec z galaretką light
Witajcie po Świętach!
Ostatnio stwierdziłam, że przydałoby się zadbać o ładną sylwetkę ma wiosnę. Od jakiegoś tygodnia przeszłam na dietę i staram się ćwiczyć. Staram się urozmaicać spożywane produkty, żeby specjalnie nie tęsknić za niezdrowym lub wysokokalorycznym jedzeniem. Stąd powstał pomysł, aby podzielić się z Wami przepisami na niskokaloryczne smakołyki, które ostatnio goszczą na moim stole. Dziś przepis na niskokaloryczny deser, który ostatnio zrobiłam.
Składniki :
3 opakowania galaretek w różnych kolorach
ok. 660 g jogurtu naturalnego (wzięłam 2 duże opakowania jogurtu Tesco 1,5%)
5 płaskich łyżeczek żelatyny
aromat waniliowy
8 tabletek słodzika (można pominąć lub dać cukier, stewię itp.)
Przygotowanie:
1. Galaretki rozrabiamy każdą osobno w ok. 1 szklance wrzącej wody i wylewamy na talerze od zupy. Studzimy, wstawiamy do lodówki i czekamy aż stężeją.
2. Gdy galaretki dobrze się zetną kroimy je w kostkę i wsypujemy do pojemnika, w którym mamy zamiar zrobić deser. U mnie wyszły dwa metalowe pojemniki o średnicy 18 cm i wysokości 6 cm:
3. W naczyniu mieszamy jogurt z rozgniecionym słodzikiem i 5 kroplami aromatu waniliowego. W 1/2 szklanki wrzątku rozrabiamy żelatynę.
4. Wlewamy żelatynę do jogurtu i dokładnie mieszamy. Mieszanką zalewamy galaretki i wyrównujemy wierzch łyżką.
5. Deser wstawiamy do lodówki np. na noc.
Czas przygotowania: pracy około 30 minut plus oczekiwanie na stężenie galaretek.
Koszt: ok. 7 zł
Kaloryczność: według moich obliczeń całość ma ok. 1300 kcal, deseru wychodzi ok. 1600g, więc porcja 100g ma ok. 81 kcal
Deser jest słodki i pyszny a przy tym lekki i niskokaloryczny, na czym bardzo mi zależało. Kojarzy mi się z dzieciństwem. Latem chciałabym zrobić taki deser z własnych galaretek, nie takich z proszku, żeby był zdrowszy. Ale niestety zima tej wiosny nas nie rozpieszcza, a w sklepach tylko pomarańcze i banany ;)
Pomyślałam sobie, że chciałabym zrobić na blogu cały cykl z przepisami. Co Wy na to? :)
Pozdrawiam,
Hinata
Ostatnio stwierdziłam, że przydałoby się zadbać o ładną sylwetkę ma wiosnę. Od jakiegoś tygodnia przeszłam na dietę i staram się ćwiczyć. Staram się urozmaicać spożywane produkty, żeby specjalnie nie tęsknić za niezdrowym lub wysokokalorycznym jedzeniem. Stąd powstał pomysł, aby podzielić się z Wami przepisami na niskokaloryczne smakołyki, które ostatnio goszczą na moim stole. Dziś przepis na niskokaloryczny deser, który ostatnio zrobiłam.
Składniki :
3 opakowania galaretek w różnych kolorach
ok. 660 g jogurtu naturalnego (wzięłam 2 duże opakowania jogurtu Tesco 1,5%)
5 płaskich łyżeczek żelatyny
aromat waniliowy
8 tabletek słodzika (można pominąć lub dać cukier, stewię itp.)
Przygotowanie:
1. Galaretki rozrabiamy każdą osobno w ok. 1 szklance wrzącej wody i wylewamy na talerze od zupy. Studzimy, wstawiamy do lodówki i czekamy aż stężeją.
2. Gdy galaretki dobrze się zetną kroimy je w kostkę i wsypujemy do pojemnika, w którym mamy zamiar zrobić deser. U mnie wyszły dwa metalowe pojemniki o średnicy 18 cm i wysokości 6 cm:
3. W naczyniu mieszamy jogurt z rozgniecionym słodzikiem i 5 kroplami aromatu waniliowego. W 1/2 szklanki wrzątku rozrabiamy żelatynę.
4. Wlewamy żelatynę do jogurtu i dokładnie mieszamy. Mieszanką zalewamy galaretki i wyrównujemy wierzch łyżką.
5. Deser wstawiamy do lodówki np. na noc.
Czas przygotowania: pracy około 30 minut plus oczekiwanie na stężenie galaretek.
Koszt: ok. 7 zł
Kaloryczność: według moich obliczeń całość ma ok. 1300 kcal, deseru wychodzi ok. 1600g, więc porcja 100g ma ok. 81 kcal
| Porcja 100g deseru |
Pomyślałam sobie, że chciałabym zrobić na blogu cały cykl z przepisami. Co Wy na to? :)
Pozdrawiam,
Hinata
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
acrylic paints
(10)
akcesoria
(2)
aktualizacje
(8)
bornprettystore
(3)
bubble nails
(1)
chevron
(3)
ciało
(4)
cienie
(3)
ćwieki
(3)
denko
(14)
depilacja
(1)
DIY
(10)
dłonie
(4)
dreamcatcher
(1)
farbki akrylowe
(6)
farbowanie
(4)
feathers
(2)
fryzury
(4)
geometryczne
(7)
ikat nails
(2)
kolorówka
(4)
krata
(1)
kremy
(2)
kwiaty
(13)
lakiery
(75)
layering
(1)
maseczki do twarzy
(2)
mini-recenzje
(44)
mix
(4)
MoYou
(6)
nailart
(41)
nailcare
(4)
naklejki
(1)
neon
(4)
oczy
(2)
ombre
(1)
ozdoby
(3)
panterka
(2)
paznokcie
(83)
paznokciowy klub
(4)
peeling
(2)
pielęgnacja paznokci
(5)
pielęgnacja wlosów
(4)
pióra
(2)
pomadki
(1)
recenzje
(50)
róż
(1)
stamps
(13)
stemple
(14)
swatch
(31)
twarz
(7)
usta
(2)
Winstonia
(1)
włosy
(55)
zakupy
(26)
zdobienia
(40)
Nie zgadzam się na kopiowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie treści mojego bloga oraz zdjęć bez mojej wiedzy i zgody. Stanowią one moją własność, a kradzież własności intelektualnej jest karalna!










