Witam Was Moje Kochane!
Dzisiaj przychodzę z recenzją kolejnego produktu, który testuję w ramach współpracy z firmą Mariza.
Teraz przyszła kolej na grejfrutowy żel pod prysznic.
Posiadam wersję świąteczną w okrągłym opakowaniu z pompką, jednak podejrzewam, że jest to po prostu inaczej zapakowana wersja.
Opis producenta:
"Energetyzujący żel pod prysznic delikatnie myje i pielęgnuje ciało a
aromat soczystych grejpfrutów doskonale odświeża, stymuluje, usuwa
zmęczenie i przywraca siły. Preparat wzbogacono w ekstrakt z bawełny, d -
pantenol, alantoinę i glicerynę, dzięki którym chroni skórę przed
wysuszeniem, wzmacnia jej naturalną barierę ochronną oraz łagodzi drobne
podrażnienia. Skóra staje się miękka, gładka i odpowiednio nawilżona o
lekkim, świeżym zapachu."
Cena:
W standardowym opakowaniu 9,90zł/250ml
Mój ma 310ml i był do kupienia przed świętami za 9,90zł
Opakowania świątecznego nie znajdziemy niestety w nowym katalogu.
Moje wrażenia:
Opakowanie : Świetne! Żel w kuleczce przypominającej bombkę moim zdaniem bardzo fajnie prezentuje się w łazience. Do tego bardzo poręczna pompka, która ułatwia wydobycie produktu, nie mam się do czego przyczepić.
Wydajność: Żel testuję od ponad miesiąca, używają go minimum 1 raz dziennie dwie osoby i została mi jeszcze niewiele mniej niż 1/2 opakowania, więc jak najbardziej na plus.
Zapach: Bardzo przyjemny, mimo, że średnio przepadam za zapachem grefrutowym w kosmetykach. Ten żel jednak pachnie bardzo przyjemnie, jest to grejfrut jakby złamany słodką pomarańczą. Nie jest taki ostry, bardziej słodki, orzeźwiający, kojarzący się z latem.
Działanie:
3-4 pompki żelu na myjce wytwarzają pianę starczającą spokojnie na umycie całego ciała (specjalnie nie oszczędzam). Piana ma intensywny zapach i dobrze oczyszcza ciało. Żel faktycznie jest dość delikatny, nie ściąga mojej skóry, po jego użyciu jest miła i gładka. Czy faktycznie pielęgnuje? Trochę na pewno, jednak dla lepszej pielęgnacji warto po kąpieli nałożyć balsam. Niestety tego praktycznie żaden żel pod prysznic nam tego nie zastąpi. Większość zapewnień producenta została spełniona. Wielka szkoda tylko, że zapach nie pozostaje dłużej na ciele.
Podsumowując żel moim zdaniem jest naprawdę godny polecenia, bardzo przyjemny kosmetyk o wakacyjnym, lekkim i orzeźwiającym zapachu.
Jaki jest Wasz ulubiony żel pod prysznic?
Buziaki,
Hinata
sobota, 16 lutego 2013
wtorek, 12 lutego 2013
Nowości włosowe - akcesoria
Witajcie!
Dawno mnie nie było. Niestety najpierw byłam u mojego K. a potem się pochorowałam paskudnie i miałam gorączkę. Dalej jestem na zwolnieniu, ale chociaż gorączka mi zeszła. Ma to również swoje dobre strony, bo chociaż mam czas na pisanie pracy magisterskiej, którą dzisiaj zaczęłam. W każdym razie jestem już w stanie siedzieć o własnych siłach i postaram się nadrobić te stracone dni ;)
Jak już pisałam w lutym narzuciłam sobie bana na zakupy kosmetyczno-włosowe i cały czas się go trzymam. Zużywanie na razie nie idzie mi najlepiej, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni :)
Jednak przybyło mi nieco akcesoriów do włosów.
Pierwszym zakupem było zamówienie sobie na allegro dermarollera, który m.in. mam zamiar wykorzystywać do masażu skalpu. Zapłaciłam za niego razem z przesyłką ok. 36 zł.
Kilka dni temu podczas blogowej "prasówki" natknęłam się na post Mysi dotyczący szczotki jonizującej. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad jej zakupem, ale odstraszała mnie dosyć wysoka cena. Nie miałam zielonego pojęcia, że szczotka ta jest dostępna w Rossmannie za 29,99 zł. W piątek czym prędzej pobiegłam do Rossmanna i udało mi się ją kupić! Na razie jestem zdecydowanie na tak.
I ostatnią nowością u mnie jest olej lniany, który dostałam od mojej mamy. Ciekawa jestem, jak się sprawdzi na moich włosach :)
Z nowości to by było na tyle.
Od dzisiaj zaczynam się ostro zastanawiać jaki drobiazg kupić mojemu mężczyźnie na walentynki. Macie już jakieś pomysły?
Buziaki,
Hinata
Dawno mnie nie było. Niestety najpierw byłam u mojego K. a potem się pochorowałam paskudnie i miałam gorączkę. Dalej jestem na zwolnieniu, ale chociaż gorączka mi zeszła. Ma to również swoje dobre strony, bo chociaż mam czas na pisanie pracy magisterskiej, którą dzisiaj zaczęłam. W każdym razie jestem już w stanie siedzieć o własnych siłach i postaram się nadrobić te stracone dni ;)
Jak już pisałam w lutym narzuciłam sobie bana na zakupy kosmetyczno-włosowe i cały czas się go trzymam. Zużywanie na razie nie idzie mi najlepiej, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni :)
Jednak przybyło mi nieco akcesoriów do włosów.
Pierwszym zakupem było zamówienie sobie na allegro dermarollera, który m.in. mam zamiar wykorzystywać do masażu skalpu. Zapłaciłam za niego razem z przesyłką ok. 36 zł.
Kilka dni temu podczas blogowej "prasówki" natknęłam się na post Mysi dotyczący szczotki jonizującej. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad jej zakupem, ale odstraszała mnie dosyć wysoka cena. Nie miałam zielonego pojęcia, że szczotka ta jest dostępna w Rossmannie za 29,99 zł. W piątek czym prędzej pobiegłam do Rossmanna i udało mi się ją kupić! Na razie jestem zdecydowanie na tak.
I ostatnią nowością u mnie jest olej lniany, który dostałam od mojej mamy. Ciekawa jestem, jak się sprawdzi na moich włosach :)
Z nowości to by było na tyle.
Od dzisiaj zaczynam się ostro zastanawiać jaki drobiazg kupić mojemu mężczyźnie na walentynki. Macie już jakieś pomysły?
Buziaki,
Hinata
poniedziałek, 4 lutego 2013
Maska przyspieszająca porost i peeling kakowy
Dziś napiszę co nie co o moich domowych sposobach na porost, które przyspieszyły wzrost moich włosów w styczniu.
Mianowicie raz w tygodniu (przeważnie w niedzielne popołudnie) poddawałam włosy pewnemu rytuałowi. Skalp myłam peelingiem kawowym, a następnie nakładałam na niego maseczkę drożdżową z cynamonem i imbirem.
Zawarta w kawie kofeina jest uznawana za stymulator cebulek włosowych, ponadto masaż skalpu pobudza krążenie, pozwala kofeinie, a także składnikom maski nakładanej po peelingu wniknąć w skórę głowy. Cynamon oraz imbir również znane są z działania pobudzającego. Jednak przy stosowaniu ich na skalp trzeba uważać, ponieważ mogą uczulić!
Właśnie te domowe wyroby posądzam o zwiększenie przyrostu, zatem pomyślałam, że podzielę się z Wami przepisami.
Składniki: łyżeczka mielonej kawy, ok. 1-2 łyżeczek szamponu (w moim wypadku była to Barwa Brzozowa)
Do miseczki wsypujemy łyżeczkę kawy, zalewamy ją szamponem, mieszamy - szamponu wcale bardzo dużo nie potrzeba, mnie wystarczała 1 łyżeczka, wychodzi nam dość gęsta maź.
Składniki: 1/3 kostki drożdży, 1-2 łyżeczki maski lub odżywki (ja używałam BingoSpa 5 Alg), pół łyżeczki sproszkowanego imbiru i pół łyżeczki sproszkowanego cynamonu.
W miseczce rozgniatamy drożdże, dodajemy odżywkę/maskę i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy sproszkowane przyprawy, mieszamy wszystko i zostawiamy na jakis czas. Maska początkowo jest rzadka, jednak po czasie staje się gęstsza, aż puszysta.
Maskę pozostawiałam na skórze głowy razem z inną maską na długości od 40 minut do godziny.
Zarówno maskę jak i peeling spokojnie wypłukiwałam z włosów. Musiałam tylko robić to dokładnie i dłużej. Nigdy nie miałam problemu z pozostałościami we włosach.
W tym miesiącu również będę stosować ten duet w mojej pielęgnacji :)
Pozdrawiam,
Hinata
niedziela, 3 lutego 2013
Plan na luty + denko
Hej!
Styczeń ogólnie oceniam jako udany miesiąc dla moich włosów, przyrost był całkiem niezły, kondycja również. Chcę by w lutym utrzymał się nadal spory przyrost, chciałabym także nawilżyć dobrze moje włosy, które po farbowaniu znowu są lekko suche zwłaszcza na końcach.
- Regularnie będę przyjmować SkrzypOptimal tak jak w zeszłym miesiącu, do 17 lutego mam także zapas preparatu B-complex.
- Postaram się częściej znajdować czas na olejowanie, chciałabym, by było to min. 3 razy w tygodniu.
- Nadal będę stosować 1 raz w tygodniu kawowy peeling skalpu i drożdżową maskę na skalp.
- Chcę wrócić do stosowania wcierek, w tym miesiącu będzie to kuracja Joanna Rzepa min. co 2 dzień na noc.
- Dalej będę testować płukanki. Tym razem postaram się o jakieś nawilżające lub witaminowe.
- Pokombinuję z wzbogacaniem masek i maskami własnej roboty.
- Będę prowadzić regularnie dziennik włosowy.
- Denko! Zużywam swoje zapasy, o tym dalej.
Denko bardzo mało satysfakcjonujące, zużyłam tylko jedną odżywkę :/ Była to Farmona Herbal Care z Lnem - całkiem fajna odżywka, sprawdziła się genialnie do mycia samą odżywką, jako pierwsze O, słabiej b/s. Chętnie wypróbuję inne wersje.
Plan denko na luty:
- Gliss Kur Shea Cashmere odżywka b/s - odżywka ochronna, zostało jakieś 1/4 opakowania
- Marion, 14 dniowa terapia wzmacniająca - nie zauważyłam specjalnych efektów, obciążała, została 1 ampułka z 5
- GP eliksir do włosów łamliwych - mniej niż 1/3 opakowania. Na długość może wysuszać włosy, będę stosować na skalp po każdym myciu.
- GP Olejek łopianowy z olejkami drzewa herbacianego i rozmarynu - została jakaś 1/5 opakowania, bardzo go lubię, świetnie redukuje przetłuszczanie
- Marion kąpiel odbudowująca włosy - coś w rodzaju płukanki, zostało na 2, maksymalnie 3 użycia
- Joanna z Apteczki Babuni, Serum do końcówek - zostało niewiele
- Maska Stapiz Sleek Line Repair - zostało na 1 może 2 użycia
- Dulgon Kids Szampon Morelowy - zostało ok. połowy opakowania
- Maska BingoSpa 5 Alg - zostało jej może 1/5 opakowania.
- Kuracja Joanna Rzepa - zostało ok. 2/3 opakowania
Jak widać troszkę tego jest, ale w większości są to resztki. Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić ten plan, bo mam ochotę na zamówienie nowych kosmetyków, ale zwyczajnie nie mam na nie miejsca - moje zapasy są naprawdę wielkie, a to nie jest nawet 1/5 tego co mam. Z tego powodu niestety nakładam sobie bana na zakupy w lutym.
Dziękuję, że jesteście ze mną i pozdrawiam,
Hinata
Styczeń ogólnie oceniam jako udany miesiąc dla moich włosów, przyrost był całkiem niezły, kondycja również. Chcę by w lutym utrzymał się nadal spory przyrost, chciałabym także nawilżyć dobrze moje włosy, które po farbowaniu znowu są lekko suche zwłaszcza na końcach.
Plan na luty w punktach:
- Regularnie będę przyjmować SkrzypOptimal tak jak w zeszłym miesiącu, do 17 lutego mam także zapas preparatu B-complex.
- Postaram się częściej znajdować czas na olejowanie, chciałabym, by było to min. 3 razy w tygodniu.
- Nadal będę stosować 1 raz w tygodniu kawowy peeling skalpu i drożdżową maskę na skalp.
- Chcę wrócić do stosowania wcierek, w tym miesiącu będzie to kuracja Joanna Rzepa min. co 2 dzień na noc.
- Dalej będę testować płukanki. Tym razem postaram się o jakieś nawilżające lub witaminowe.
- Pokombinuję z wzbogacaniem masek i maskami własnej roboty.
- Będę prowadzić regularnie dziennik włosowy.
- Denko! Zużywam swoje zapasy, o tym dalej.
Projekt denko:
Co udało mi się zużyć w styczniu?Denko bardzo mało satysfakcjonujące, zużyłam tylko jedną odżywkę :/ Była to Farmona Herbal Care z Lnem - całkiem fajna odżywka, sprawdziła się genialnie do mycia samą odżywką, jako pierwsze O, słabiej b/s. Chętnie wypróbuję inne wersje.
Plan denko na luty:
- Gliss Kur Shea Cashmere odżywka b/s - odżywka ochronna, zostało jakieś 1/4 opakowania
- Marion, 14 dniowa terapia wzmacniająca - nie zauważyłam specjalnych efektów, obciążała, została 1 ampułka z 5
- GP eliksir do włosów łamliwych - mniej niż 1/3 opakowania. Na długość może wysuszać włosy, będę stosować na skalp po każdym myciu.
- GP Olejek łopianowy z olejkami drzewa herbacianego i rozmarynu - została jakaś 1/5 opakowania, bardzo go lubię, świetnie redukuje przetłuszczanie
- Marion kąpiel odbudowująca włosy - coś w rodzaju płukanki, zostało na 2, maksymalnie 3 użycia
- Joanna z Apteczki Babuni, Serum do końcówek - zostało niewiele
- Maska Stapiz Sleek Line Repair - zostało na 1 może 2 użycia
- Dulgon Kids Szampon Morelowy - zostało ok. połowy opakowania
- Maska BingoSpa 5 Alg - zostało jej może 1/5 opakowania.
- Kuracja Joanna Rzepa - zostało ok. 2/3 opakowania
Jak widać troszkę tego jest, ale w większości są to resztki. Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić ten plan, bo mam ochotę na zamówienie nowych kosmetyków, ale zwyczajnie nie mam na nie miejsca - moje zapasy są naprawdę wielkie, a to nie jest nawet 1/5 tego co mam. Z tego powodu niestety nakładam sobie bana na zakupy w lutym.
Dziękuję, że jesteście ze mną i pozdrawiam,
Hinata
czwartek, 31 stycznia 2013
Styczniowa aktualizacja włosowa + nowy kolor Marion 321
Witajcie!
Nadeszła pora na aktualizację włosów w styczniu. Więc tak właśnie wyglądają na dzień dzisiejszy. Zdjęcie bez lampy błyskowej niestety w sztucznym oświetleniu. Kolor na żywo bardzo podobny, może lekko cieplejszy.
Przyrost:
W tym miesiącu przyrost szacuję na jakieś 1,7 cm, czyli jak na moje włosy całkiem sporo. Pomogło mi w tym przede wszystkim stosowanie peelingu kawowego na skalp raz w tygodniu oraz maski na skalp z drożdży, imbiru i cynamonu. Nie stosowałam żadnych wcierek ani olejków na porost, więc uważam, że to głównie zasługa tych dwóch domowych mieszanek.
Ogólna kondycja włosów:
W tym miesiącu byłam z nich całkiem zadowolona. Sprawcami dobrej kondycji moich włosów jak sądzę są głównie 3 maski używane regularnie na zmianę:
- Gliss Kur 7 olejków
- Shauma Krem i Olejek
- Stapiz Sleek Line Repair
Wszystkie są moim zdaniem świetne i z pewnością zakupię je ponownie. Nawet ciężko mi wybrać najlepszą z nich, jednak jeśli musiałabym postawić na jedną, to chyba byłaby to Gliss Kur za genialny skład i efekt, który daje na moich włosach, a także świetną wydajność.
Niestety pod koniec miesiąca udało mi się włosy nieszczęśliwie przeproteinować. Otóż sprawcą była odżywka b/s Ziaji intensywna odbudowa z ceramidami. Nałożyłam pierwszy raz i było ok, po kolejnym myciu znów nałożyłam i to sporą ilość i efekt odwrotny - włosy sianowate, suche, tępe. Na szczęście już udało mi się jako tako doprowadzić je do porządku.
Od jakiegoś czasu wróciłam do suszenia włosów suszarką. Nie czuję się najlepiej z lokami, a tym bardziej przy tej długości. Suszę ciepłym strumieniem powietrza (nie gorącym) na szczotkę, na koniec jeszcze chłodzę dodatkowo włosy zimnym strumieniem. Nie zauważyłam, by wpłynęło to źle na moje włosy, za to znacznie poprawia moje samopoczucie :)
Odkrycie miesiąca:
Płukanki! Pokochałam płukanki zakwaszające na bazie octu lub nafty - nadają genialnego połysku.
Farbowanie:
Włosy były farbowane ostatni raz 4 grudnia Garnierem 4.3 Złocisty brąz. Wczoraj ufarbowałam je znów farbą Marion Mari Color kolor 321 Jasny Brąz. Odrost po niecałych 2 miesiącach wynosił 2,5 cm.Włosy potrzebowały również odświeżenia koloru na długości.
Podsumowując styczeń uważam za całkiem niezły miesiąc dla moich włosów. Mam nadzieję, że ich kondycja będzie się coraz bardziej poprawiać, a ja będę się cieszyć każdą najmniejszą zmianą na korzyść.
Porównanie z grudniem:
I jak oceniacie moje postępy?
Pozdrawiam
Hinata
Nadeszła pora na aktualizację włosów w styczniu. Więc tak właśnie wyglądają na dzień dzisiejszy. Zdjęcie bez lampy błyskowej niestety w sztucznym oświetleniu. Kolor na żywo bardzo podobny, może lekko cieplejszy.
| Wybaczcie jakość zdjęcia :/ |
Przyrost:
W tym miesiącu przyrost szacuję na jakieś 1,7 cm, czyli jak na moje włosy całkiem sporo. Pomogło mi w tym przede wszystkim stosowanie peelingu kawowego na skalp raz w tygodniu oraz maski na skalp z drożdży, imbiru i cynamonu. Nie stosowałam żadnych wcierek ani olejków na porost, więc uważam, że to głównie zasługa tych dwóch domowych mieszanek.
Ogólna kondycja włosów:
W tym miesiącu byłam z nich całkiem zadowolona. Sprawcami dobrej kondycji moich włosów jak sądzę są głównie 3 maski używane regularnie na zmianę:
- Gliss Kur 7 olejków
- Shauma Krem i Olejek
- Stapiz Sleek Line Repair
Wszystkie są moim zdaniem świetne i z pewnością zakupię je ponownie. Nawet ciężko mi wybrać najlepszą z nich, jednak jeśli musiałabym postawić na jedną, to chyba byłaby to Gliss Kur za genialny skład i efekt, który daje na moich włosach, a także świetną wydajność.
Niestety pod koniec miesiąca udało mi się włosy nieszczęśliwie przeproteinować. Otóż sprawcą była odżywka b/s Ziaji intensywna odbudowa z ceramidami. Nałożyłam pierwszy raz i było ok, po kolejnym myciu znów nałożyłam i to sporą ilość i efekt odwrotny - włosy sianowate, suche, tępe. Na szczęście już udało mi się jako tako doprowadzić je do porządku.
Od jakiegoś czasu wróciłam do suszenia włosów suszarką. Nie czuję się najlepiej z lokami, a tym bardziej przy tej długości. Suszę ciepłym strumieniem powietrza (nie gorącym) na szczotkę, na koniec jeszcze chłodzę dodatkowo włosy zimnym strumieniem. Nie zauważyłam, by wpłynęło to źle na moje włosy, za to znacznie poprawia moje samopoczucie :)
Odkrycie miesiąca:
Płukanki! Pokochałam płukanki zakwaszające na bazie octu lub nafty - nadają genialnego połysku.
Farbowanie:
Włosy były farbowane ostatni raz 4 grudnia Garnierem 4.3 Złocisty brąz. Wczoraj ufarbowałam je znów farbą Marion Mari Color kolor 321 Jasny Brąz. Odrost po niecałych 2 miesiącach wynosił 2,5 cm.Włosy potrzebowały również odświeżenia koloru na długości.
Podsumowując styczeń uważam za całkiem niezły miesiąc dla moich włosów. Mam nadzieję, że ich kondycja będzie się coraz bardziej poprawiać, a ja będę się cieszyć każdą najmniejszą zmianą na korzyść.
Porównanie z grudniem:
I jak oceniacie moje postępy?
Pozdrawiam
Hinata
wtorek, 29 stycznia 2013
Początek walki o ładne paznokcie - Eveline 8w1 total action i B-complex plus
Hej dziewczyny!
Dziś będzie zupełnie nie o włosach, które ostatnio uległy znacznemu przeproteinowaniu i właśnie dochodzę z nimi do jako takiego ładu. Dzisiaj o moich paznokciach. Mianowicie ostatnio zauważyłam, że strasznie zaczęły się łamać. Ciężko mi szczerze mówiąc znaleźć tego dokładną przyczynę. Może być to stres oraz kompletny brak czasu na dbanie o nie. Nie wiem co się im stało, ale są w fatalnym stanie. Dlatego postanowiłam pomóc im w regeneracji.
Postanowiłam pomóc im zarówno od środka jak i od zewnątrz. Przyjmuję SkrzypOptimal od 7.01, więc postanowiłam dołożyć im witamin z grupy B.
Z tej okazji dzisiaj zakupiłam Tabletki Musujące B-Complex Plus (ta forma przyjmowania suplementów jest dla mnie bardzo wygodna, zabieram ze sobą np. na uczelnię) oraz osławioną Odżywkę Eveline 8w1 Total Action.
A więc zaczynam misję regeneracji paznokci. Jako, że producent odżywki obiecuje efekty już po 10 dniach stosowania, a tabletek mam 20 sztuk, to mam zamiar na początek zrobić 20 dni kuracji. Po każdych dziesięciu dniach będę dzielić się z Wami postępami :) Zobaczymy również, czy B-Complex wpłynie jakoś znacząco na stan moich włosów.
A teraz od czego zaczynamy? Stan moich paznokci na dzień dzisiejszy (pomalowane 1 warstwą odżywki):
Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się je choć trochę podreperować :)
Pozdrawiam
Hinata
Dziś będzie zupełnie nie o włosach, które ostatnio uległy znacznemu przeproteinowaniu i właśnie dochodzę z nimi do jako takiego ładu. Dzisiaj o moich paznokciach. Mianowicie ostatnio zauważyłam, że strasznie zaczęły się łamać. Ciężko mi szczerze mówiąc znaleźć tego dokładną przyczynę. Może być to stres oraz kompletny brak czasu na dbanie o nie. Nie wiem co się im stało, ale są w fatalnym stanie. Dlatego postanowiłam pomóc im w regeneracji.
Postanowiłam pomóc im zarówno od środka jak i od zewnątrz. Przyjmuję SkrzypOptimal od 7.01, więc postanowiłam dołożyć im witamin z grupy B.
Z tej okazji dzisiaj zakupiłam Tabletki Musujące B-Complex Plus (ta forma przyjmowania suplementów jest dla mnie bardzo wygodna, zabieram ze sobą np. na uczelnię) oraz osławioną Odżywkę Eveline 8w1 Total Action.
A więc zaczynam misję regeneracji paznokci. Jako, że producent odżywki obiecuje efekty już po 10 dniach stosowania, a tabletek mam 20 sztuk, to mam zamiar na początek zrobić 20 dni kuracji. Po każdych dziesięciu dniach będę dzielić się z Wami postępami :) Zobaczymy również, czy B-Complex wpłynie jakoś znacząco na stan moich włosów.
A teraz od czego zaczynamy? Stan moich paznokci na dzień dzisiejszy (pomalowane 1 warstwą odżywki):
Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się je choć trochę podreperować :)
Pozdrawiam
Hinata
czwartek, 24 stycznia 2013
Mariza Zimowa Pielęgnacja: Krem Ochronny i Pomadka Ochronna - recenzja
Witajcie Moje Kochane!
Dzisiaj będzie niewłosowo. Otóż jak już Wam wiadomo od jakiegoś czasu testuję produkty firmy Mariza. Dziś czas na pierwszą recenzję tych kosmetyków. Na pierwszy rzut wzięłam pomadkę ochronną i krem do twarzy z serii Zimowa Pielęgnacja:
Kilka słów od producenta:
"ZIMOWA PIELĘGNACJA z filtrami UV
* krem ochronny
* pomadka ochronna do ust
Krem ochronny
Tłusta konsystencja skutecznie zabezpiecza
skórę przed szkodliwym działaniem
suchego powietrza, mrozu, wiatru
i promieni UV. Zawiera masło shea,
wosk pszczeli, oliwę z oliwek oraz
d-pantenol, które działają odżywczo, nawilżająco
i uelastyczniająco. Wzmacniają
naturalną barierę ochronną naskórka,
zapobiegają jego wysuszaniu oraz
łagodzą podrażnienia.
Pomadka ochronna do ust
Regeneruje spierzchnięte usta przywracając
im miękkość i gładkość. Chroni
przed niekorzystnym wpływem czynników
atmosferycznych. Zawiera wosk
pszczeli, oliwę z oliwek, witaminę E
i naturalny filtr UV. "
Moja opinia:
Produkty jak widać mają ładne, zimowe opakowania, pomadka nie zacina się przy wykręcaniu, krem jest w miękkiej tubie, dlatego łatwo go wydobyć z opakowania. Dla mnie na plus. Urzekła mnie zwłaszcza miękka, wygodna tubka kremu :)
Pomadka:
Pomadką jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. A to ze względu na jej skład, który jest moim zdaniem bogatszy i lepszy od prawie 3 razy droższej pomadki Neutrogeny! Zawiera na pierwszym miejscu olej rycynowy, woski pszczeli i carnauba, lanolinę, oliwę z oliwek i witaminę E.
Pomadka ma tłustą konsystencję, dobrze rozprowadza się na ustach, nawilża, koi i chroni usta. Pod względem działania jestem z niej naprawdę zadowolona. Dla mnie mogłaby tylko ładniej pachnieć. Zapach nie jest bardzo zły, jednak wyczuwalna jest nuta oleju rycynowego. Nie przeszkadza mi to jednak jakoś bardzo. Mogę ją spokojnie polecić Wam na zimę!
Krem:
Kremu trochę bałam się aplikować na twarz pod podkład, ponieważ bałam się, że nie będzie z nim współpracował. Aplikowałam najpierw na dłonie i w tej formie sprawdził się świetnie. Jest dość tłusty, jak to zimowe kremy, dobrze chroni i odżywia dłonie narażone na niskie temperatury.
Potem jednak spróbowałam się przełamać i zaaplikować krem na twarz. Nałożony solo przed makijażem wymaga niestety sporo czasu, by można położyć nań podkład. Jednak znalazłam alternatywę, gdyż rano nie mam czasu na czekanie. Mieszam w zagłębieniu dłoni odrobinę kremu z małą ilością podkładu matującego i taką mieszankę nakładam na twarz. Metoda ta niweluje wałkowanie się, mieszanka dobrze się rozprowadza. Krem dobrze chroni przed zimnem, moja skóra po całym dniu jest nawilżona i nie odczuwa skutków dziesięciostopniowego mrozu. Krem tak zaaplikowany nie zapycha mi porów. Niestety nie jestem na tyle odważna, żeby wyjść z domu posmarowana samym kremem na twarzy - nie lubię świecącej się cery, a niestety krem pozostawia tłustą błyszczącą warstwę. Podsumowując po znalezieniu patentu na aplikację jestem zadowolona, solo nie jest to kosmetyk dla mnie.
Cena produktów:
pomadka 4,30 zł
krem 8 zł
cena w zestawie 9,90 zł
Podsumowanie:
Jestem zadowolona z tego zestawu i myślę, że na przyszłą zimę zaopatrzę się w niego ponownie. Polecam Wam, są to naprawdę przyzwoitej jakości kosmetyki za niską cenę.
Jeśli jesteście ciekawe tych oraz innych produktów tej firmy zapraszam do odwiedzenia strony firmy, gdzie znajdziecie informacje dotyczące firmy, produktów oraz możliwości rejestracji i kupowania kosmetyków 30% taniej od cen katalogowych.
Podsyłam Wam adres stronki firmy Mariza : klik
Oraz Katalog produktów: klik
Pozdrawiam :)
Hinata
Dzisiaj będzie niewłosowo. Otóż jak już Wam wiadomo od jakiegoś czasu testuję produkty firmy Mariza. Dziś czas na pierwszą recenzję tych kosmetyków. Na pierwszy rzut wzięłam pomadkę ochronną i krem do twarzy z serii Zimowa Pielęgnacja:
Kilka słów od producenta:
"ZIMOWA PIELĘGNACJA z filtrami UV
* krem ochronny
* pomadka ochronna do ust
Krem ochronny
Tłusta konsystencja skutecznie zabezpiecza
skórę przed szkodliwym działaniem
suchego powietrza, mrozu, wiatru
i promieni UV. Zawiera masło shea,
wosk pszczeli, oliwę z oliwek oraz
d-pantenol, które działają odżywczo, nawilżająco
i uelastyczniająco. Wzmacniają
naturalną barierę ochronną naskórka,
zapobiegają jego wysuszaniu oraz
łagodzą podrażnienia.
Pomadka ochronna do ust
Regeneruje spierzchnięte usta przywracając
im miękkość i gładkość. Chroni
przed niekorzystnym wpływem czynników
atmosferycznych. Zawiera wosk
pszczeli, oliwę z oliwek, witaminę E
i naturalny filtr UV. "
Moja opinia:
Produkty jak widać mają ładne, zimowe opakowania, pomadka nie zacina się przy wykręcaniu, krem jest w miękkiej tubie, dlatego łatwo go wydobyć z opakowania. Dla mnie na plus. Urzekła mnie zwłaszcza miękka, wygodna tubka kremu :)
Pomadka:
Pomadką jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. A to ze względu na jej skład, który jest moim zdaniem bogatszy i lepszy od prawie 3 razy droższej pomadki Neutrogeny! Zawiera na pierwszym miejscu olej rycynowy, woski pszczeli i carnauba, lanolinę, oliwę z oliwek i witaminę E.
Pomadka ma tłustą konsystencję, dobrze rozprowadza się na ustach, nawilża, koi i chroni usta. Pod względem działania jestem z niej naprawdę zadowolona. Dla mnie mogłaby tylko ładniej pachnieć. Zapach nie jest bardzo zły, jednak wyczuwalna jest nuta oleju rycynowego. Nie przeszkadza mi to jednak jakoś bardzo. Mogę ją spokojnie polecić Wam na zimę!
Krem:
Kremu trochę bałam się aplikować na twarz pod podkład, ponieważ bałam się, że nie będzie z nim współpracował. Aplikowałam najpierw na dłonie i w tej formie sprawdził się świetnie. Jest dość tłusty, jak to zimowe kremy, dobrze chroni i odżywia dłonie narażone na niskie temperatury.
Potem jednak spróbowałam się przełamać i zaaplikować krem na twarz. Nałożony solo przed makijażem wymaga niestety sporo czasu, by można położyć nań podkład. Jednak znalazłam alternatywę, gdyż rano nie mam czasu na czekanie. Mieszam w zagłębieniu dłoni odrobinę kremu z małą ilością podkładu matującego i taką mieszankę nakładam na twarz. Metoda ta niweluje wałkowanie się, mieszanka dobrze się rozprowadza. Krem dobrze chroni przed zimnem, moja skóra po całym dniu jest nawilżona i nie odczuwa skutków dziesięciostopniowego mrozu. Krem tak zaaplikowany nie zapycha mi porów. Niestety nie jestem na tyle odważna, żeby wyjść z domu posmarowana samym kremem na twarzy - nie lubię świecącej się cery, a niestety krem pozostawia tłustą błyszczącą warstwę. Podsumowując po znalezieniu patentu na aplikację jestem zadowolona, solo nie jest to kosmetyk dla mnie.
Cena produktów:
pomadka 4,30 zł
krem 8 zł
cena w zestawie 9,90 zł
Podsumowanie:
Jestem zadowolona z tego zestawu i myślę, że na przyszłą zimę zaopatrzę się w niego ponownie. Polecam Wam, są to naprawdę przyzwoitej jakości kosmetyki za niską cenę.
Jeśli jesteście ciekawe tych oraz innych produktów tej firmy zapraszam do odwiedzenia strony firmy, gdzie znajdziecie informacje dotyczące firmy, produktów oraz możliwości rejestracji i kupowania kosmetyków 30% taniej od cen katalogowych.
Podsyłam Wam adres stronki firmy Mariza : klik
Oraz Katalog produktów: klik
Pozdrawiam :)
Hinata
wtorek, 15 stycznia 2013
Maska BingoSpa masło shea i 5 Alg - recenzja
Dziś nadszedł czas na recenzję dobrze znanej w sieci maski do włosów marki BingoSpa. Moje opakowanie już powoli się kończy, zatem zapraszam Was do przeczytania mojej recenzji :)
Dostępność i cena:
Ja swoją maskę kupiłam w Tesco za 7,50zł/500g. Jednak nie w każdym Tesco można ją dostać. Zakupić ją można przez internet na stronie producenta, jednak tam już cena jest trochę wyższa (ok. 12 zł), jest także w stacjonarnym sklepie e-naturalnie w Łodzi, także w wyższej cenie. U mnie nie ma raczej problemu z jej zakupem, jednak dla niektórych może to być problem.
Opis producenta:
Masło Shea i botaniczny kompleks z alg: Ascophyllum, Spiruliny, Laminarii, Morszczynu i Nori - działają ochronnie i nawilżająco na skórę głowy i na włosy, przywracają włosom elastyczność i sprężystość, łagodzą podrażnienia. Sposób użycia: niewielką ilość maski nanieść na umyte, wilgotne włosy, delikatnie rozprowadzić na włosach i wmasować w skórę głowy, pozostawić na 5 minut, następnie dokładnie spłukać. Stosować po każdym myciu włosów.
Skład:
Aqua, 1 Heksadecanol 1 Octadecanol (miksture), Stearamidopropyl Dimethylamine, Ceteareth-20 (and) Cetearyl Alcohol, Butyrospermium Parkii (Shea Butter) Fruit, Glycerin, Aqua, Fucus Vesiculosus Extract, Enteromorpha Compressa Extract, Porphyra Umbilicalis Extract, Undaria Pinnatilida Extract, Lithothamniom Calcareum Extract, Parfum, Citric Acid, Methyl Paraben, Sodium Benzoate, Ethyl Paraben
Krótka analiza: maska nie zawiera silikonów i właściwie żadnych zbędnych substancji. Konserwantów tyle ile być musi, składniki dokładnie takie jak w opisie producenta: masło shea i pięć alg. To co w tej masce jest bardzo korzystne to minimalistyczny skład i dużo substancji odżywczych. Minusów nie zauważyłam.
Opakowanie:
Spory, plastikowy słoik, półprzezroczysty. Szeroki, dzięki czemu łatwo wydłubać resztki produktu. Nakrętka łatwo się odkręca, dodatkowo maska zabezpieczona jest plastikowym kapselkiem. Miło, że nie jest jednorazowy, to bardzo ułatwia transport, maska nie ma prawa się wylać. Moim zdaniem opakowanie jest na plus.
Konsystencja i wydajność:
Konsystencja maski jest raczej rzadka, lecz nie spływała mi z włosów. Wolę gęstsze maski, ale jakoś specjalnie mi nie przeszkadzała. Wydajność jest dosyć duża, maska jest rzadka, łatwo się rozprowadza na włosach, nie trzeba jej wcale dużo na jedno użycie.
Moje zastosowanie:
Stosowałam solo na włosy i skalp a także w połączeniu z innymi składnikami w maskach domowej roboty jako bazę.
Moje wrażenia:
Plusy:
+ bardzo niska cena - zwłaszcza kupiona w Tesco
+ świetny skład
+ bardzo dobra jako baza pod mieszanki własnej roboty
+ bardzo lekka, nie obciąża
+ nie wzmaga przetłuszczania
+ wydajna
+ świetna dla mniej wymagających włosów - np. u mojej mamy z krótkimi farbowanymi włosami, dosyć zdrowymi wywołała efekt wow , sypkie, dobrze układające się i lśniące jak nigdy
+/- zapach - maski Bingo potrafią specyficznie i bardzo intensywnie pachnieć, ten zapach na szczęście mnie nie zniechęcił, jest ok, choć znam maski o lepszym zapachu, zapach utrzymuje się na włosach
Minusy:
- brak odżywienia widocznego na moich włosach - maska solo u mnie się specjalnie nie sprawdziła, działanie solo oceniam na przeciętne, jednak również nie zaszkodziła. Zbyt słaba dla bardziej wymagających włosów
- nie dla każdego będzie łatwo dostępna
Podsumowując:
Maska jest świetna do mieszanek i solo dla włosów mniej wymagających i łatwych do obciążenia. Jednak zbyt słaba samodzielnie do włosów bardziej wymagających. Ja na pewno kupię ją za jakiś czas z myślą o własnych mieszankach - ze względu na prosty skład i dużą pojemność w niskiej cenie i w tym celu mogę śmiało Wam polecić.
niedziela, 13 stycznia 2013
Z cyklu zrób to sama - płukanka nabłyszczająca
Cześć!
Po Świętach zwalił mi się na głowę ogrom roboty. Wolne chwile spędzam w laboratorium wykonując badania do magisterki, zbliża się moja ostatnia sesja. Co prawda egzaminów wiele nie mam, ale musiałam napisać dwie prace zaliczeniowe, co również wymagało sporo czasu. Wreszcie udało mi się znaleźć chwilkę na napisanie dla Was nowego posta.
Dawno już nie pisałam postów z cyklu zrób to sama. Przede wszystkim dlatego, że zwykle używam gotowych kosmetyków. Ostatnio jednak postanowiłam poeksperymentować trochę w zaciszu domowej kuchni i przyrządziłam sobie dwie nowe mikstury. Jedna to maseczka na skalp, która ma przyspieszyć porost włosów. Opowiem o niej za jakiś czas, jak uda mi się ocenić skutki. Dziś będzie o mojej ulubionej ostatnio płukance, która bardzo nabłyszcza moje włosy.
Składniki:
- ok. 800 ml wody - najlepiej miękkiej, ja biorę taką przepuszczoną przez filtr Britta
- 2 łyżki octu jabłkowego
- 4-6 kropli nafty kosmetycznej
- dodaję jeszcze 4 psiki odżywki w sprayu Shauma Krem i Olejek, można wziąć inną lub pominąć
Wszystkie składniki mieszam ze sobą, zimną płukanką polewam włosy, pozostawiam na chwilę, odsączam włosy i owijam w turban. Ważne, by przemieszać płukankę jeszcze raz przed użyciem, żeby nafta się lepiej rozprowadziła na włosach.
Efekt - u mnie włosy silnie błyszczące, sypkie, lekkie i nieobciążone, aż mam ochotę ich dotykać. Płukanka sprawdziła się u mnie świetnie, więc mogę ją Wam spokojnie polecić.
Na koniec pochwalę się najnowszą zdobyczą :)
Więc... udało mi się wreszcie upolować maskę Gliss Kur 7 olejków, która ostatnio jest dość popularna, acz bardzo ciężko ją dostać. Jestem po 2 zastosowaniach i powiem szczerze, że jej sława jest zasłużona :) Warto było szukać!
Pozdrawiam ciepło i życzę miłej resztki weekendu,
Hinata
Po Świętach zwalił mi się na głowę ogrom roboty. Wolne chwile spędzam w laboratorium wykonując badania do magisterki, zbliża się moja ostatnia sesja. Co prawda egzaminów wiele nie mam, ale musiałam napisać dwie prace zaliczeniowe, co również wymagało sporo czasu. Wreszcie udało mi się znaleźć chwilkę na napisanie dla Was nowego posta.
Dawno już nie pisałam postów z cyklu zrób to sama. Przede wszystkim dlatego, że zwykle używam gotowych kosmetyków. Ostatnio jednak postanowiłam poeksperymentować trochę w zaciszu domowej kuchni i przyrządziłam sobie dwie nowe mikstury. Jedna to maseczka na skalp, która ma przyspieszyć porost włosów. Opowiem o niej za jakiś czas, jak uda mi się ocenić skutki. Dziś będzie o mojej ulubionej ostatnio płukance, która bardzo nabłyszcza moje włosy.
Składniki:
- ok. 800 ml wody - najlepiej miękkiej, ja biorę taką przepuszczoną przez filtr Britta
- 2 łyżki octu jabłkowego
- 4-6 kropli nafty kosmetycznej
- dodaję jeszcze 4 psiki odżywki w sprayu Shauma Krem i Olejek, można wziąć inną lub pominąć
Wszystkie składniki mieszam ze sobą, zimną płukanką polewam włosy, pozostawiam na chwilę, odsączam włosy i owijam w turban. Ważne, by przemieszać płukankę jeszcze raz przed użyciem, żeby nafta się lepiej rozprowadziła na włosach.
Efekt - u mnie włosy silnie błyszczące, sypkie, lekkie i nieobciążone, aż mam ochotę ich dotykać. Płukanka sprawdziła się u mnie świetnie, więc mogę ją Wam spokojnie polecić.
Na koniec pochwalę się najnowszą zdobyczą :)
Więc... udało mi się wreszcie upolować maskę Gliss Kur 7 olejków, która ostatnio jest dość popularna, acz bardzo ciężko ją dostać. Jestem po 2 zastosowaniach i powiem szczerze, że jej sława jest zasłużona :) Warto było szukać!
Pozdrawiam ciepło i życzę miłej resztki weekendu,
Hinata
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Fryzura: Plecionka z supełków + Wspórpraca z firmą Mariza :)
Witajcie Moje Kochane!
Dzisiaj zacznę od pokazania fryzury, której się ostatnio nauczyłam, a właściwie wymyśliłam uproszczając inną podpatrzoną na yt. Jest dość prosta, nie mniej jednak efektowna. Mój K. określił ją jako fryzurę księżniczki :) A co najlepsze możemy ją zrobić już z włosów sięgających ledwo do ramion, a także z bardzo długich włosów.
Co nam jest potrzebne?
-włosy :)
- szczotka lub grzebień
- gumka do włosów (mi wystarcza maleńka gumka do warkoczyków)
- opcjonalnie jakaś ozdoba do wpięcia, ze dwie wsuwki
Zaczynamy mój obrazkowy samouczek:
Przeczesujemy włosy szczotką, układamy sobie grzywkę (na bok, odsłonięte czoło, co komu pasuje).
1. Wydzielamy po jednym paśmie po obu stronach głowy.
2. Zawiązujemy pasma na pojedynczy supełek, tak jak sznurówki przed zrobieniem kokardki :)
3. Oba pasma chwytamy odrobinę poniżej supełka, dobieramy do każdego po jednym, kolejnym pasmie od boku głowy.
4. Znów związujemy
I tak dalej do momentu, gdy skończą nam się włosy.
Końcówkę związujemy gumką. Tak powstały ogonek możemy zostawić luźno, albo podpiąć wsuwkami pod spód koka.
Mam nadzieję, że tutorial jest w miarę zrozumiały, nie jestem mistrzynią rysowania.
Tak wygląda to w moim wykonaniu:
Może nie jest idealny, ale jak na moje zdolności w czesaniu wygląda nieźle :)
A teraz o niespodziewanej paczuszce od Pani Grażynki z firmy Mariza :)
Otóż nawiązałam współpracę, w ramach której będę testować kosmetyki firmy Mariza.
Z Panią Grażyną pisałam na ten temat jakiś czas temu, ostatnio całkiem wypadło mi to z głowy. A tu nagle... dziś listonosz przyniósł mi paczkę! Akurat miałam marny humor, trochę problemów, gorszy dzień... patrzę a tu pokaźna, ciężka paczka. Przez chwilę zastanawiałam się, o co chodzi. Otwieram, a tu kosmetyki z firmy Mariza - te, które wybrałam do testów i sporo więcej. Ale mi się humor poprawił, możecie sobie wyobrazić :)
Co znalazło się w paczce, czyli co Hinata będzie testować i o czym wkrótce napisze:
Jako włosomaniaczka z zacięciem poprosiłam o szampon i odżywkę z serii Awokado & Jedwab do włosów suchych i zniszczonych
Wybrałam również Brzoskwiniowy płyn do kąpieli i Brzoskwiniowy peeling cukrowy - pachną ekstra!
A także Melonowe Ujędrniające masło do ciała.
W paczce ku mojej radości i zdziwieniu znalazłam również dwa żele pod prysznic jaśminowy i grejpfrutowy - zapachy urzekają :)
A także Zimowy krem ochronny oraz pomadkę z filtrami UV - pomadkę od razu zaczęłam testować.
Bardzo dziękuję Grażynko, paczuszka mnie bardzo ucieszyła :)
Tymczasem porzucam Wam katalog produktów firmy Mariza klik
I stronę firmy klik
Recenzje produktów pojawią się niebawem, ciekawa jestem, jak się u mnie sprawdzą.
Jak się Wam podoba moja fryzura?
Miałyście może do czynienia z kosmetykami Marizy?
Pozdrawiam ciepło
Hinata
Dzisiaj zacznę od pokazania fryzury, której się ostatnio nauczyłam, a właściwie wymyśliłam uproszczając inną podpatrzoną na yt. Jest dość prosta, nie mniej jednak efektowna. Mój K. określił ją jako fryzurę księżniczki :) A co najlepsze możemy ją zrobić już z włosów sięgających ledwo do ramion, a także z bardzo długich włosów.
Co nam jest potrzebne?
-włosy :)
- szczotka lub grzebień
- gumka do włosów (mi wystarcza maleńka gumka do warkoczyków)
- opcjonalnie jakaś ozdoba do wpięcia, ze dwie wsuwki
Zaczynamy mój obrazkowy samouczek:
Przeczesujemy włosy szczotką, układamy sobie grzywkę (na bok, odsłonięte czoło, co komu pasuje).
1. Wydzielamy po jednym paśmie po obu stronach głowy.
2. Zawiązujemy pasma na pojedynczy supełek, tak jak sznurówki przed zrobieniem kokardki :)
3. Oba pasma chwytamy odrobinę poniżej supełka, dobieramy do każdego po jednym, kolejnym pasmie od boku głowy.
4. Znów związujemy
I tak dalej do momentu, gdy skończą nam się włosy.
Końcówkę związujemy gumką. Tak powstały ogonek możemy zostawić luźno, albo podpiąć wsuwkami pod spód koka.
Mam nadzieję, że tutorial jest w miarę zrozumiały, nie jestem mistrzynią rysowania.
Tak wygląda to w moim wykonaniu:
| Wersja z ogonkiem (jakieś pasemko mi wylazło:P) |
| Wersja z kokardką |
Może nie jest idealny, ale jak na moje zdolności w czesaniu wygląda nieźle :)
A teraz o niespodziewanej paczuszce od Pani Grażynki z firmy Mariza :)
Otóż nawiązałam współpracę, w ramach której będę testować kosmetyki firmy Mariza.
Z Panią Grażyną pisałam na ten temat jakiś czas temu, ostatnio całkiem wypadło mi to z głowy. A tu nagle... dziś listonosz przyniósł mi paczkę! Akurat miałam marny humor, trochę problemów, gorszy dzień... patrzę a tu pokaźna, ciężka paczka. Przez chwilę zastanawiałam się, o co chodzi. Otwieram, a tu kosmetyki z firmy Mariza - te, które wybrałam do testów i sporo więcej. Ale mi się humor poprawił, możecie sobie wyobrazić :)
Co znalazło się w paczce, czyli co Hinata będzie testować i o czym wkrótce napisze:
Jako włosomaniaczka z zacięciem poprosiłam o szampon i odżywkę z serii Awokado & Jedwab do włosów suchych i zniszczonych
Wybrałam również Brzoskwiniowy płyn do kąpieli i Brzoskwiniowy peeling cukrowy - pachną ekstra!
A także Melonowe Ujędrniające masło do ciała.
W paczce ku mojej radości i zdziwieniu znalazłam również dwa żele pod prysznic jaśminowy i grejpfrutowy - zapachy urzekają :)
A także Zimowy krem ochronny oraz pomadkę z filtrami UV - pomadkę od razu zaczęłam testować.
Bardzo dziękuję Grażynko, paczuszka mnie bardzo ucieszyła :)
Tymczasem porzucam Wam katalog produktów firmy Mariza klik
I stronę firmy klik
Recenzje produktów pojawią się niebawem, ciekawa jestem, jak się u mnie sprawdzą.
Jak się Wam podoba moja fryzura?
Miałyście może do czynienia z kosmetykami Marizy?
Pozdrawiam ciepło
Hinata
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Etykiety
acrylic paints
(10)
akcesoria
(2)
aktualizacje
(8)
bornprettystore
(3)
bubble nails
(1)
chevron
(3)
ciało
(4)
cienie
(3)
ćwieki
(3)
denko
(14)
depilacja
(1)
DIY
(10)
dłonie
(4)
dreamcatcher
(1)
farbki akrylowe
(6)
farbowanie
(4)
feathers
(2)
fryzury
(4)
geometryczne
(7)
ikat nails
(2)
kolorówka
(4)
krata
(1)
kremy
(2)
kwiaty
(13)
lakiery
(75)
layering
(1)
maseczki do twarzy
(2)
mini-recenzje
(44)
mix
(4)
MoYou
(6)
nailart
(41)
nailcare
(4)
naklejki
(1)
neon
(4)
oczy
(2)
ombre
(1)
ozdoby
(3)
panterka
(2)
paznokcie
(83)
paznokciowy klub
(4)
peeling
(2)
pielęgnacja paznokci
(5)
pielęgnacja wlosów
(4)
pióra
(2)
pomadki
(1)
recenzje
(50)
róż
(1)
stamps
(13)
stemple
(14)
swatch
(31)
twarz
(7)
usta
(2)
Winstonia
(1)
włosy
(55)
zakupy
(26)
zdobienia
(40)
Nie zgadzam się na kopiowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie treści mojego bloga oraz zdjęć bez mojej wiedzy i zgody. Stanowią one moją własność, a kradzież własności intelektualnej jest karalna!





