wtorek, 26 lutego 2013

Co mi się marzy? - oczywiście kosmetycznie!

Dzisiaj bardziej luźny wpis. Od jakiegoś czasu zbieram sobie marzenia kosmetyczne. Jest sporo takich przedmiotów, których sobie nie zafundowałam i na razie nie zafunduję, ponieważ mam zbyt duże zapasy i zdrowy rozsądek mi zabrania, albo nie mogę nigdzie znaleźć, albo obecnie szkoda mi tyle pieniędzy. Lista jest dosyć obszerna, ulega regularnemu powiększaniu. Oto największe moje ostatnie zachciewajki:

1. TT Compact, 2. Wypełniacz do koka twister, 3. Odżywka NV, 4. Zestaw Konad, 5. Maska Biovax do włosów suchych i zniszczonych, 5. Zestaw do ciała Tutti Frutti Farmona o zapachu kiwi


Ostatnio właśnie te rzeczy mi się marzą. Póki co pomarzyć zawsze można ;)

A co Wam się marzy?

Buziaki,
Hinata

piątek, 22 lutego 2013

Moje trzy metody na siemię lniane

Hej!
Podczas ostatniej aktualizacji włosowej meds z KosmetyczNiepoważnie poradziła mi maskę z siemienia lnianego na zniwelowanie przesuszenia po farbie. Jako, że jeszcze nie robiłam sobie maski z siemienia, postanowiłam wypróbować ten znany wśród włosomaniaczek przepis. Efektami siemieniowania byłam zachwycona i chciałam więcej. W związku z tym pomyślałam, że spróbuję wypróbować kilka pomysłów z siemieniem w roli głównej. Dziś chciałam je dla Was opisać i podzielić się wrażeniami.



1. Maska z siemienia
Przygotowanie:
Do rondelka daję 2 łyżki siemienia, zalewam wodą i gotuję do powstania żelu (ok. 5-10 minut), oddzielam ziarenka na sitku. Żel stosuję solo lub mieszam z porcją maski, jednak nie jest to takie proste, powstają gluty.

Maskę nakładam pod czepek i trzymam min. 30 minut. Spłukuję wodą.

Efekty:
Genialne! Włosy gładkie, miękkie i świetnie nawilżone, tak nawilżone to one jeszcze nie były. Różnicą w zastosowaniu żelu z siemienia solo i z dodatkiem maski jest dla mnie w sumie jedynie zapach. Siemię solo nie pozostawia zapachu na włosach.

2. Płukanka z siemienia
Przygotowanie:
Wsypuję do garnka 2 łyżki siemienia, zalewam ok. 800ml wrzątku, przykrywam i odstawiam, po jakiś 20 minutach przelewam przez sitko, studzę.

Płukanki używam do ostatniego płukania.

Efekty:
Włosy niesamowicie miłe w dotyku, nawilżone i miękkie, lepiej się układają. Płukanka jest świetna gdy nie mam czasu na dłuższe trzymanie maski, łatwiej też odcedzić ziarenka z powodu rzadkiej konsystencji. Bardzo się z nią polubiłam :)

3. Żel lniany
Przygotowanie:
Tak samo jak maska. Żel zamykam w pudełeczku.

Stosuję pomiędzy myciami. Nadaje się do reanimacji fal, wygładzenia włosów, nakładam na powykręcane końcówki i włosy po związaniu gumką - świetnie je przywraca do ładu. Nawilżenie jest mniejsze niż w przypadku maski i płukanki, ładnie nabłyszcza moje włosy.


Przyznaję się, jestem zakochana w efektach siemieniowania włosów i mogę z czystym sumieniem polecić Wam te metody. Jak do tej pory jest to najlepszy nawilżacz, który w moim przypadku bije na głowę wszystkie maski sklepowe. Siemię pozostanie ze mną z pewnością na długo :)

A Wy jakie macie sprawdzone zastosowania siemienia w pielęgnacji?

Pozdrawiam,

Hinata

czwartek, 21 lutego 2013

Misja ratowania paznokci - efekty

Hej!
Jak już pisałam pod koniec stycznia rozpoczęłam walkę o ładne i zdrowsze paznokcie. Dzisiaj postanowiłam pokazać rezultaty mojego wyzwania. Muszę przyznać, że byłam całkiem regularna w pielęgnacji dłoni.

Dokumentacja postępów:
Początek misji 29.01.13


Paznokcie 21.02.13




W trakcie realizacji mojego celu pomagały mi:

- Odżywka Eveline 8w1 Total Action
- Tabletki musujące B-Complex
- Częste kremowanie rąk krem Ziaja Kokosowy, a ostatnio Johnson's 24h Moisture

Kuracja jak do tej pory trwa 24 dni i wcale nie mam zamiaru jej przerywać. Po ok. 3 tygodniach efekty są moim zdaniem świetne! Głównym sprawcą tego stanu jest odżywka.
Na samym początku skróciłam paznokcie i malowałam codziennie odżywką według zaleceń producenta. W pierwszych dniach pojawiały się jeszcze złamania, sytuacja została opanowana jako tako po ok. 1 tygodniu. Teraz mam zamiar w dniach kiedy nie mam ochoty malować paznokci kolorem nosić odżywkę, a także kiedy maluję paznokcie kolorowym lakierem stosować ją jako bazę. 

Czy zostały spełnione obietnice producenta?

Problemy:
1. Zniszczone - z pewnością paznokcie są zdrowsze i poprawiła się ich ogólna kondycja
2. Rozdwajające się - melduję znaczną poprawę, zwłaszcza kciuki rozdwajały mi się koszmarnie, teraz praktycznie rozdwojeń nie widzę
3. Cienkie - hmmm... raczej grubsze się nie zrobiły, albo mi o tym nic nie wiadomo
4. Miękkie - o tak, są twardsze i zdecydowanie bardziej odporne na urazy
5. Kruche - zdecydowanie nie kruszą się, są bardziej elastyczne i odporne
6. Łamliwe - od dość dawna nic się nie złamało! Jestem pod wrażeniem :)
7. Matowe - nie zauważyłam, żeby bardziej się błyszczały po zmyciu odżywki, pomalowane to chyba oczywiste, że błyszczą
8. O nierównej powierzchni - nie były bardzo nierówne, nie zauważyłam więc poprawy, po pomalowaniu a i owszem są gładkie

Z odżywki jestem bardzo zadowolona i nie zamierzam jej odstawiać. Cieszę się także, że wyrobiłam sobie nawyk smarowania rąk kremem, co również mogło się przyczynić do poprawy. Odżywka niestety przesusza skórki, więc nawilżenia nigdy dosyć :)

Z efektów jestem bardzo zadowolona, muszę przyznać, że moje paznokcie chyba nigdy nie były w tak dobrej formie. Aż mam chęć je malować!

A Wy jaki macie sposób na zadbane i zdrowe paznokcie?

Buziaki,
Hinata




sobota, 16 lutego 2013

Mariza linia SPA gerjfrutowy żel pod prysznic - recenzja

Witam Was Moje Kochane!
Dzisiaj przychodzę z recenzją kolejnego produktu, który testuję w ramach współpracy z firmą Mariza.
Teraz przyszła kolej na grejfrutowy żel pod prysznic.
Posiadam wersję świąteczną w okrągłym opakowaniu z pompką, jednak podejrzewam, że jest to po prostu  inaczej zapakowana wersja.




Opis producenta:

"Energetyzujący żel pod prysznic delikatnie myje i pielęgnuje ciało a aromat soczystych grejpfrutów doskonale odświeża, stymuluje, usuwa zmęczenie i przywraca siły. Preparat wzbogacono w ekstrakt z bawełny, d - pantenol, alantoinę i glicerynę, dzięki którym chroni skórę przed wysuszeniem, wzmacnia jej naturalną barierę ochronną oraz łagodzi drobne podrażnienia. Skóra staje się miękka, gładka i odpowiednio nawilżona o lekkim, świeżym zapachu."


Cena:
W standardowym opakowaniu 9,90zł/250ml
Mój ma 310ml i był do kupienia przed świętami za 9,90zł
Opakowania świątecznego nie znajdziemy niestety w nowym katalogu.

Moje wrażenia:

Opakowanie : Świetne! Żel w kuleczce przypominającej bombkę moim zdaniem bardzo fajnie prezentuje się w łazience. Do tego bardzo poręczna pompka, która ułatwia wydobycie produktu, nie mam się do czego przyczepić.

Wydajność: Żel testuję od ponad miesiąca, używają go minimum 1 raz dziennie dwie osoby i została mi jeszcze niewiele mniej niż 1/2 opakowania, więc jak najbardziej na plus.

Zapach: Bardzo przyjemny, mimo, że średnio przepadam za zapachem grefrutowym w kosmetykach. Ten żel jednak pachnie bardzo przyjemnie, jest to grejfrut jakby złamany słodką pomarańczą. Nie jest taki ostry, bardziej słodki, orzeźwiający, kojarzący się z latem.

Działanie:
3-4 pompki żelu na myjce wytwarzają pianę starczającą spokojnie na umycie całego ciała (specjalnie nie oszczędzam). Piana ma intensywny zapach i dobrze oczyszcza ciało. Żel faktycznie jest dość delikatny, nie ściąga mojej skóry, po jego użyciu jest miła i gładka. Czy faktycznie pielęgnuje? Trochę na pewno, jednak dla lepszej pielęgnacji warto po kąpieli nałożyć balsam. Niestety tego praktycznie żaden żel pod prysznic nam tego nie zastąpi. Większość zapewnień producenta została spełniona. Wielka szkoda tylko, że zapach nie pozostaje dłużej na ciele.

Podsumowując żel moim zdaniem jest naprawdę godny polecenia, bardzo przyjemny kosmetyk o wakacyjnym, lekkim i orzeźwiającym zapachu.

Jaki jest Wasz  ulubiony żel pod prysznic?

Buziaki,
Hinata

wtorek, 12 lutego 2013

Nowości włosowe - akcesoria

Witajcie!
Dawno mnie nie było. Niestety najpierw byłam u mojego K. a potem się pochorowałam paskudnie i miałam gorączkę. Dalej jestem na zwolnieniu, ale chociaż gorączka mi zeszła. Ma to również swoje dobre strony, bo chociaż mam czas na pisanie pracy magisterskiej, którą dzisiaj zaczęłam. W każdym razie jestem już w stanie siedzieć o własnych siłach i postaram się nadrobić te stracone dni ;)
Jak już pisałam w lutym narzuciłam sobie bana na zakupy kosmetyczno-włosowe i cały czas się go trzymam. Zużywanie na razie nie idzie mi najlepiej, ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni :)
Jednak przybyło mi nieco akcesoriów do włosów.

Pierwszym zakupem było zamówienie sobie na allegro dermarollera, który m.in. mam zamiar wykorzystywać do masażu skalpu. Zapłaciłam za niego razem z przesyłką ok. 36 zł.



Kilka dni temu podczas blogowej "prasówki" natknęłam się na post Mysi dotyczący szczotki jonizującej. Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad jej zakupem, ale odstraszała mnie dosyć wysoka cena. Nie miałam zielonego pojęcia, że szczotka ta jest dostępna w Rossmannie za 29,99 zł. W piątek czym prędzej pobiegłam do Rossmanna i udało mi się ją kupić! Na razie jestem zdecydowanie na tak.



I ostatnią nowością u mnie jest olej lniany, który dostałam od mojej mamy. Ciekawa jestem, jak się sprawdzi na moich włosach :)


Z nowości to by było na tyle.

Od dzisiaj zaczynam się ostro zastanawiać jaki drobiazg kupić mojemu mężczyźnie na walentynki. Macie już jakieś pomysły?

Buziaki,
Hinata

poniedziałek, 4 lutego 2013

Maska przyspieszająca porost i peeling kakowy

 Witajcie!
Dziś napiszę co nie co o moich domowych sposobach na porost, które przyspieszyły wzrost moich włosów w styczniu.
Mianowicie raz w tygodniu (przeważnie w niedzielne popołudnie) poddawałam włosy pewnemu rytuałowi. Skalp myłam peelingiem kawowym, a następnie nakładałam na niego maseczkę drożdżową z cynamonem i imbirem.


Zawarta w kawie kofeina jest uznawana za stymulator cebulek włosowych, ponadto masaż skalpu pobudza krążenie, pozwala kofeinie, a także składnikom maski nakładanej po peelingu wniknąć w skórę głowy. Cynamon oraz imbir również znane są z działania pobudzającego. Jednak przy stosowaniu ich na skalp trzeba uważać, ponieważ mogą uczulić!

Właśnie te domowe wyroby posądzam o zwiększenie przyrostu, zatem pomyślałam, że podzielę się z Wami przepisami.






Składniki: łyżeczka mielonej kawy, ok. 1-2 łyżeczek szamponu (w moim wypadku była to Barwa Brzozowa)

Do miseczki wsypujemy łyżeczkę kawy, zalewamy ją szamponem, mieszamy - szamponu wcale bardzo dużo nie potrzeba, mnie wystarczała 1 łyżeczka, wychodzi nam dość gęsta maź.





Składniki: 1/3 kostki drożdży, 1-2 łyżeczki maski lub odżywki (ja używałam BingoSpa 5 Alg), pół łyżeczki sproszkowanego imbiru i pół łyżeczki sproszkowanego cynamonu.

W miseczce rozgniatamy drożdże, dodajemy odżywkę/maskę i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodajemy sproszkowane przyprawy, mieszamy wszystko i zostawiamy na jakis czas. Maska początkowo jest rzadka, jednak po czasie staje się gęstsza, aż puszysta.

Maskę pozostawiałam na skórze głowy razem z inną maską na długości od 40 minut do godziny.

Zarówno maskę jak i peeling spokojnie wypłukiwałam z włosów. Musiałam tylko robić to dokładnie i dłużej. Nigdy nie miałam problemu z pozostałościami we włosach.
W tym miesiącu również będę stosować ten duet w mojej pielęgnacji :)


Pozdrawiam,
Hinata

niedziela, 3 lutego 2013

Plan na luty + denko

Hej!
Styczeń ogólnie oceniam jako udany miesiąc dla moich włosów, przyrost był całkiem niezły, kondycja również. Chcę by w lutym utrzymał się nadal spory przyrost, chciałabym także nawilżyć dobrze moje włosy, które po farbowaniu znowu są lekko suche zwłaszcza na końcach.

Plan na luty w punktach:


- Regularnie będę przyjmować SkrzypOptimal tak jak w zeszłym miesiącu, do 17 lutego mam także zapas preparatu B-complex.

- Postaram się częściej znajdować czas na olejowanie, chciałabym, by było to min. 3 razy w tygodniu.

- Nadal będę stosować 1 raz w tygodniu kawowy peeling skalpu i drożdżową maskę na skalp.

- Chcę wrócić do stosowania wcierek, w tym miesiącu będzie to kuracja Joanna Rzepa min. co 2 dzień na noc.

 - Dalej będę testować płukanki. Tym razem postaram się o jakieś nawilżające lub witaminowe.

- Pokombinuję z wzbogacaniem masek i maskami własnej roboty.

- Będę prowadzić regularnie dziennik włosowy.

- Denko! Zużywam swoje zapasy, o tym dalej.

Projekt denko:

Co udało mi się zużyć w styczniu?


Denko bardzo mało satysfakcjonujące, zużyłam tylko jedną odżywkę :/ Była to Farmona Herbal Care z Lnem - całkiem fajna odżywka, sprawdziła się genialnie do mycia samą odżywką, jako pierwsze O, słabiej b/s. Chętnie wypróbuję inne wersje.


Plan denko na luty:


- Gliss Kur Shea Cashmere odżywka b/s - odżywka ochronna, zostało jakieś 1/4 opakowania
- Marion, 14 dniowa terapia wzmacniająca - nie zauważyłam specjalnych efektów, obciążała, została 1 ampułka z 5
- GP eliksir do włosów łamliwych - mniej niż 1/3 opakowania. Na długość może wysuszać włosy, będę stosować na skalp po każdym myciu.
- GP Olejek łopianowy z olejkami drzewa herbacianego i rozmarynu - została jakaś 1/5 opakowania, bardzo go lubię, świetnie redukuje przetłuszczanie
- Marion kąpiel odbudowująca włosy - coś w rodzaju płukanki, zostało na 2, maksymalnie 3 użycia
- Joanna z Apteczki Babuni, Serum do końcówek - zostało niewiele
- Maska Stapiz Sleek Line Repair - zostało na 1 może 2 użycia
- Dulgon Kids Szampon Morelowy - zostało ok. połowy opakowania
- Maska BingoSpa 5 Alg - zostało jej może 1/5 opakowania.
- Kuracja Joanna Rzepa - zostało ok. 2/3 opakowania

Jak widać troszkę tego jest, ale w większości są to resztki. Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić ten plan, bo mam ochotę na zamówienie nowych kosmetyków, ale zwyczajnie nie mam na nie miejsca - moje zapasy są naprawdę wielkie, a to nie jest nawet 1/5 tego co mam. Z tego powodu niestety nakładam sobie bana na zakupy w lutym.

Dziękuję, że jesteście ze mną i pozdrawiam,
Hinata
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nie zgadzam się na kopiowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie treści mojego bloga oraz zdjęć bez mojej wiedzy i zgody. Stanowią one moją własność, a kradzież własności intelektualnej jest karalna!