sobota, 30 listopada 2013

Paznokciowy Klub: Tydzień 3 - Kropki :) / Lovely Gloss Like Gel nr 332

Hej dziewczyny,
czy u Was za oknem też jest dzisiaj tak deszczowo i szaro? U mnie cały dzień pada :/ Dzisiejsza aura zainspirowała mnie do wykonania zaległego zdobienia w ramach Paznokciowego Klubu.
Dzisiaj zmalowałam kropki, a właściwie kropelki deszczu na paznokciach, zapraszam Was do oglądania :)


Jako bazy użyłam lakieru Lovely Gloss Like Gel nr 332, który pokryłam topem matującym od Lovely. Na paznokciach środkowym i serdecznym wykonałam kropki nabłyszczającym topem od Golden Rose.


Moje "kropelki deszczu"

Wybaczcie mi skórki, walczę z nimi cały czas, juz jest i tak lepiej niż było. Na drugim zdjęciu lepiej widać kropelki.

I od razu kilka słów o lakierze od Lovely:

Lakier wpada bardziej w granat niż widać na zdjęciach, niestety jest oporny do fotografowania :(



Krycie:słabe, na zdjęciach dwie warstwy i niestety końcówki przebijają :(
Schnięcie: w normie. Druga warstwa koło 15 minut. Pierwsza szybciej.
 Aplikacja:bez zarzutu. Druga warstwa kryje wszelkie niedoskonałości pierwszej.
Trwałość: Po dobie pojawiły się starte końcówki! Słabo, oj słabo...
Cena: koło 5-6 zł/8ml

Kolor jest ładny, ale niestety słabe krycie i marna trwałość sprawiają, że wśród moich ulubieńców się nie znajdzie. 




I jak Wam się podobają moje kropelki deszczu?

piątek, 29 listopada 2013

30 dni z... Maseczką Błotną - błoto w pielęgnacji skóry twarzy

Piękna cera bez skazy to marzenie wielu kobiet... tak, moje również :) Dlatego postanowiłam postawić przed sobą pewne wyzwanie. Otóż przez miesiąc zamierzam minimum 2-3 razy w tygodniu fundować mojej cerze błotną maseczkę.

Dlaczego akurat błoto? 

O Błocie z Morza martwego:

"Błoto z Morza Martwego regeneruje, pielęgnuje i odżywia skórę. Oczyszcza ją i wygładza pozostawiając świeżą, matową i nawilżoną. Pobudza krążenie krwi i metabolizm skórny, jest szeroko stosowane w ośrodkach SPA do zabiegów antycellulitowych i przeciw rozstępom. Pomaga usunąć zmęczenie fizyczne i psychiczne. Może być ważnym uzupełnieniem w terapii trądziku, łuszczycy, atopowego zapalenia skóry, egzem, łojotoku.
Morze martwe to najstarsze i największe naturalne SPA na świecie. Niezwykłe właściwości kosmetyczne i terapeutyczne błota, soli i wody znane są od starożytności. Dzięki bardzo wysokiej koncentracji cennych minerałów i pierwiastków takich jak magnez, potas, wapń, żelazo, mangan, bromki, siarczany, węglany i wielu innych."

O masce błotnej z kolagenem BingoSpa:
"Błotna maska do twarzy BingoSpa z kolagenem to preparat na bazie Czarnego Błota z Morza Martwego charakteryzującego się silnym działaniem odżywczym na skórę. Jest nadzwyczaj skuteczne w walce z problemem przetłuszczającej się skóry, niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej oraz nieocenione w zwalczaniu trądziku i wykwitów skórnych wywołanych łojem zatykającym pory skóry. Maska błotna BingoSpa ma dobroczynny wpływ na pory skóry – odtyka je, ściąga, dezynfekuje, pielęgnuje, oczyszcza, co może owocować zmniejszeniem wydzielania się łoju i zmniejszeniem ryzyka pojawienia się zmian trądzikowych.
Maska błotna BingoSpa zawiera składniki aktywne:
  • 10% naturalnego błota z Morza Martwego 
  • 5% rozpuszczalnego kolagenu

Tłusta, z rozszerzonymi porami cera, mająca skłonność do zanieczyszczeń i wągrów, dzięki adsorpcyjnemu działaniu błota  jest wygładzona i oczyszczona. Kolagen jako podstawowy budulec włóknistej tkanki łącznej, wchodzi w skład naskórka i skóry właściwej a dzięki swoim własnościom NMF - naturalnego czynnika nawilżającego, wpływa na utrzymanie właściwego stopnia wilgotności skóry i sprężystości. Kolagen jest istotnym elementem profilaktyki i terapii przeciw rozstępom, których główną przyczyną jest rozerwanie włókien kolagenowych. Dzięki temu powstrzymuje objawy starzenia się skóry oraz odgrywa znaczącą rolę w procesie ziarninowania i gojenia się ran."

Mój plan:

Jak już mogłyście zobaczyć w poprzednim poście z zakupami z Rossmanna, kupiłam ostatnio Błoto z Morza Martwego. Niedawno również w moje posiadanie weszła maseczka z BingoSpa Błoto i Kolagen:


Błoto z Morza Martwego - Maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery

BingoSpa - Maska błotna do twarzy kolagen

Pierwsza z masek jest w formie sproszkowanego, suchego błota do rozrabiania, druga jest w postaci gotowego kosmetyku.

Obie maseczki będę używać zamiennie przez okres 30 dni i postaram się ocenić ich wpływy na stan mojej cery.

Jaka jest moja cera?
Do tej pory mam trudności z określeniem dokładnie typu. Zależnie od pory roku - latem pożąda głównie nawilżenia, zimą staje się bardziej problematyczna.
Najbliżej jej jednak do mieszanej - policzki i broda są najbardziej suchymi elementami, czoło normalne/  czasem lekko przetłuszczające się, za to nos lubi się świecić i ma dość widoczne pory.
W sezonie zimowym sporadycznie zdarzają się niespodzianki w strefie T oraz czasem odrobina "białej kaszki" na policzkach.
Na czole posiadam zmarszczki poziome, mimiczne powstające na skutek częstego marszczenia czoła (no taka mimika, co poradzę).

Na co liczę?
Na eliminację przetłuszczania się twarzy, szczególnie nosa, szybsze gojenie się wyprysków, mniej niespodzianek, dogłębne oczyszczenie twarzy i jej detoks :)

Miałyście już styczność z błotem? Może coś mi podpowiecie?

Pozdrawiam,
Hinata

czwartek, 28 listopada 2013

-40% na kolorówkę Rossmann - zakupy zbiorczo :)

Dzisiaj ostatni dzień promocji w Rossmannie, więc chyba już koniec moich zakupów. Strasznie zaszalałam i nakupiłam dużo, zwłaszcza lakierów. Zapraszam Was do przeglądu moich zakupów z tej promocji :)

Taaak, właśnie tyle tego nazbierałam przez ten tydzień :)
Twarz:


Kupiłam 2 podkłady Rimmela: Stay Matte i Wake me Up, który juz używam i jestem pod wrażeniem, bardzo się cieszę, że się na niego zdecydowałam.
Wzięłam również puder matujący Stay Matte - całkiem fajny, mam odcień transparentny, świetnie stapia się ze skórą i nie bieli twarzy.
Dokupiłam do tego róż Maybelline Affinitone o odcieniu 53 Sweatheart Rose, który służy mi za rozświetlacz. Bardzo delikatny i daje subtelne rozświetlenie.

Oczy:


Skusiłam się na dwa tusze, oba od Lovely: Volume Booster i Pump Up, oba są bardzo fajne, a Pump Up zasłużył sobie na swoją sławę :) Jestem bardzo zadowolona!
Do koszyka wrzuciłam też w sumie 3 opakowania cieni do powiek, 2 od Wibo nr 57 i 59 oraz osławiony Maybelline Color Tatoo nr 40 Permanent Taupe. Cienie Wibo są ok, ale chyba muszę zafundować sobie pod nie jakąś dobrą bazę, natomiast Color Tatoo powala trwałością!

Usta:


Kupiłam 3 pomadki: Miss Sporty nr 052 Peachy Kiss, 021 Spiced Rum i Lovely nr 1. Wszytskie mnie urzekły :) Mam ochotę jeszcze na 022 BB Nude od Miss Sporty (wszystkie wykupili :( ) i rozważam też Pomadkę z Revlonu... dzisiaj chyba wybiore sie do Manufaktury po czapkę i szalik, kto wie... ;)

Paznokcie:


Złapałam żel do usuwania skórek z SH (świetny produkt, który niebawem Wam przedstawię bliżej) i nawilżający mus do paznokci z Wibo.

Lakiery:


No i szalałam :D
Kupiłam:

Manhattan 71S, 10S, 02, 10G
Lovely Top Matujący i Gloss Like Gel 332
Wibo Express Growth 174, 175, Sand Effect nr 1 i Top z refleksami 471
Wibo Extreme Nails 193
Rimmel 315 Ready, Aim, Paint! (na życzenie mojej mamy, na żywo jest czerwony, ale aparat zniekształcił kolor)

Prezent dla mamy na gwiazdkę:


Kupiłam mamie róż Bourjois 41 Healthy Mix i pięknie pachnącą ozdobną świeczkę. Mam nadzieję, że się ucieszy :)


No i ostatni koleżka, co prawda nie z kolorówki, ale też z Rossmanna. Błoto z Morza Martwego - bardzo chcę wypróbować jego działanie nie tylko na twarzy, ale też na ciele.

Uff... to by było na tyle :) Wybaczcie jakość zdjęć, ale wykonywałam je innym aparatem, którego nie mogłam do końca opanować. Wy też tak szalałyście jak ja?

Buziaki,
Hinata

środa, 27 listopada 2013

Warsztat paznokcia - niezbędnik mechanika :)

Nasze paznokcie żeby zachwycać wyglądem od czasu do czasu muszą przejść kompleksowy maniucure. Każda z nas ma z pewnością zestaw swoich ulubionych narzędzi i preparatów pozwalających na zachowanie paznokci i dłoni w dobrej kondycji i poprawienie ich wyglądu. Dzisiaj zapraszam Was do mojego Warsztatu Paznokcia, gdzie pokażę Wam mój osobisty niezbędnik mechanika :)

1. Zestaw narzędzi małego mechanika...


 ... czyli komplet narzędzi, który pozwala mi na doprowadzenie moich paznokci do ładu.

Znajdują się w nim:
papierowy pilnik - do skracania płytki i zmieniania jej kształtu
pilnik szklany - delikatny, do częstego stosowania i wyrównywania krawędzi
metalowe kopytko - rewelacyjne do odpychania skórek z płytki, trwałe i skuteczniejsze niż patyczki drewniane
cążki - obcinam nimi czasem odstające skórki
obcinaczka 'gilotynka' - przydaje się, gdy skracam znacznie paznokcie, lub do obcinania paznokci u stóp

2. Środki do restaurowania części miękkich...


 ... czyli produkty, które służą moim dłoniom i skórkom.
Płyn do usuwania skórek Wibo - pomaga zwłaszcza u stóp lub gdy przez dłuższy czas zaniedbam manicure. Dobrze zmiękcza skórki i sprawia, że raz-dwa mogę bez trudu je odepchnąć.
Maska Ziaja - bardzo dobra, treściwa i tłusta maska, nawilża i natłuszcza skórę i paznokcie. Świetna w ratowaniu dłoni zimą.
Peelingi - od czasu do czasu serwuję dłoniom peeling. Tutaj nie mam ulubieńca, czasem kupuję saszetki, czasem duże opakowanie, czasem używam tego samego, co do ciała, a czasem robię domowy. Praktycznie każdy sprawdza się ok.

3. Konserwacja i regeneracja płytki...


... czyli preparaty, które utrzymują moje paznokcie w dobrej kondycji.

Żel z Wapniem i witaminą C od Wibo - nakładam w dniach kiedy nie maluję paznokci. Żel wchłania się w płytkę szybko i nie pozostawia żadnej warstwy na paznokciu.
Multiodżywcza oliwka Eveline - czasem zastępuje mi wysuszacz lakieru. Nakładam na pomalowane i jeszcze mokre paznokcie i skórki. Bardzo przyjemnie pachnie :)
Manhattan Nail Repair - kupiłam kiedyś przypadkiem, pomyliłam buteleczki, a chciałam kupić Top :D Zawsze przed pomalowaniem paznokci kolorem nakładam cienką warstwę odżywki jako bazę.
Nail Tek Xtra - skusiłam się na zestaw kiedyś w Hebe na promocji (baza i odżywka kosztowały niecałe 30 zł!). Nakładam czasami bazę na zmianę z Manhattanem. Tej przezroczystej niestety nie poskromiłam jeszcze i niestety lakier mi pod nią bąbelkuje :(

4. Tuning płytki...


... czyli malowanie paznokci :)
Oczywiście w tej grupie znajdują się lakiery kolorowe. Mam ich mnóstwo i ciągle mi mało. Prawie zawsze noszę pomalowane paznokcie.
Odżywka Manhattan - występuje zawsze pod lakierem kolorowym w roli bazy.
Top Coat Manhattan - mój ulubiony, najlepszy top. Świetnie przedłuża życie lakieru, nabłyszcza i przyspiesza wysychanie. Moja druga butelka - próbowałam innych, ale żaden niestety nie okazał się taki dobry. Wróciłam do niego z podkulonym ogonem.

5. Akcesoria pomocnicze...


Zmywacz - żaden manicure z lakierami obejść się bez niego nie może. Sensique jest całkiem niezły, polubiłam go, choć kupuję również Isanę.
Wysuszacz lakieru Essence - przyjemny gadżet. Nie jest niezbędny, chociaż lubię mieć taki preparat w kosmetyczce. Przyspiesza wysuszanie lakierów i w sporym stopniu ogranicza odciski na świeżym lakierze, a ja zawsze nie mogę usiedzieć spokojnie po pomalowaniu ;)
Separatorki - u nóg też zwykle mam pomalowane paznokcie niezależnie od pory roku. Zupełnie niekonieczne, chociaż wygodny bajer. Używam rzadko.



A Wy bez czego nie wyobrażacie sobie swojego manicure? A może polecicie coś fajnego?

Pozdrawiam,
Hinata

wtorek, 26 listopada 2013

Golden Rose Fantastic Color nr 107 - jogurt prawie naturalny :)

Poszukuję od jakiegoś czasu idealnego dla mnie odcienia nude. Tym razem trafiło na lakier od Golden Rose z serii Fantastic Color. Szczerze mówiąc nie miałam wcześniej styczności z tą serią, a lakierów z GR mam sporo i mogę z pewnością stwierdzić, że seria serii nierówna. Jedne są mniej, inne bardziej trwałe.
Nr 107 dorwałam, ponieważ będąc w ich sklepie poszukiwałam jakiegoś mleczno-różowego odcienia o dobrym kryciu. Ten zdawał się być w miarę ok, więc wzięłam na chybił trafił.


 Odcień nr 107 to nieźle kryjący, bardzo rozbielony, mleczny odcień różu. Po nałożeniu dwóch warstw lakieru na płytkę daje całkiem przyjemny efekt i kryje nieźle. Pod światło trochę prześwitują końcówki, ale jest to mało widoczne.




Pędzelek lakieru niestety jest dosyć cienki. Nie należy do moich ulubionych. Wolę szerokie pędzelki zakończone półkolem, wygodniej się nimi maluje. Jednak mimo tego aplikacja nie jest specjalnie problematyczna.






 
  
Krycie: jak na tak jasny odcień, to całkiem niezłe. Na zdjęciach 2 warstwy - końcówki prawie nie przebijają.
Trwałość: ok, pokryty topem wytrzymał bez uszczerbku około 4 dni.
Schnięcie: w normie. Druga warstwa koło 15-20 minut. Pierwsza szybciej.
 Aplikacja: lakier niestety smuży. Pierwsza warstwa raczej nie nadawała się do noszenia, chociaż przy drugiej smugi znikają. Nie mniej jednak trzeba malować umiejętnie.
Cena: koło 5-6 zł/12ml

Dla wprawnej ręki nie powinien stanowić problemu. Jednak trzeba się trochę przyłożyć do malowania, aby nie było widać smug.









Jak dla mnie lakier jest ok, kolor podoba mi się bardzo, nadaje dłoniom elegancki i "higieniczny" wygląd. No wiecie o co chodzi, takie czyściutkie, jasne paznokcie. Lubię takie odcienie w przerwach pomiędzy bardziej krzykliwymi kolorami. Na pewno odcień pasuje na każdą okazję. Za taką cenę? Tak!


Spodobał Wam się ten lakier? Lubicie takie kolory?

Buziaki,
Hinata 

P.S. Opóźniłam się trochę ze zdobieniami do Paznokciowego Klubu. Obecnie jestem u Krzysia i niestety nie mam za bardzo jak i czym wykonać zdobień, ale wracam najprawdopodobniej jutro i od czwartku zaczynam nadrabiać zaległości :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Peeling skóry głowy - jak i dlaczego warto?


Większość kobiet wykonuje peeling całego ciała chociażby raz na jakiś czas. Dlaczego więc zapominamy często peelingu skóry głowy? Dziś przekonam Was, że warto poświęcić chwilę również na złuszczanie naskórka i masaż tej partii ciała.





Co nam daje peeling skalpu?

- pobudza krążenie skóry głowy, przez co stymuluje mieszki włosowe, a co za tym idzie pobudza porost włosów
- złuszcza martwy naskórek, dzięki czemu regularnie stosowany może pomóc w walce z łupieżem
- wspiera działanie wcierek i odżywek nakładanych na skórę głowy
- pomaga zrelaksować się i zniwelować uczucie napięcia i bólu po ciasnych fryzurach
- zależnie od produktów z których go zrobimy może mieć różnorakie działanie, np. kawa dodatkowo pobudza włosy do wzrostu, cukier nawilża, a sól zapobiega wzorstowi drobnoustrojów

Jak widzicie peeling skalpu ma wiele zalet. Czy czujecie się przekonane?

Jak przygotować i wykonać peeling skóry głowy?

Musimy uzbroić się w odpowiednie składniki i akcesoria. Potrzebujemy jakiegoś pojemniczka, w którym przygotujemy peeling oraz mieszadła. Ja używam małej ceramicznej miseczki i zwyczajnej łyżeczki.

Z czego zrobić peeling? Opcji mamy wiele...
Według mnie najwygodniejszy i najlepszy będzie szampon do włosów. Możemy użyć jakiegokolwiek szamponu, który używamy. Ja zwykle biorę szampon oczyszczający i w ten sposób łączę peeling skóry głowy z oczyszczaniem włosów z oblepiaczy. Jednak równie dobrze nada się szampon łagodny do codziennego stosowania.
Jeśli chodzi o drobinki zdzierające, to właściwie mamy dwie grupy do wyboru:
rozpuszczające się w wodzie (np. cukier, sól)
nierozpuszczalne w wodzie (np. kawa, nasiona lnu itp.)

Drobinek rozpuszczalnych łatwiej się pozbyć z włosów, ponieważ rozpuszczą się nam same pod wpływem ciepłej wody i szamponu. Jednak trwa to dosyć szybko i nie zawsze zdążymy dostatecznie wypeelingować skórę.
Za to drobinki nierozpuszczalne nie znikają z włosów, dzięki czemu możemy masować skalp do woli. Z drugiej strony jednak trzeba poświęcić chwilkę na wypłukanie ich z włosów.

Ja preferuję peeling z ziarenkami kawy, ponieważ drobinki są dosyć ostre, dobrze masują i nie znikają mi w połowie peelingu.

Zatem jeśli już zdecydowałyśmy się na rodzaj peelingu teraz przystępujemy do pracy!

Pokażę Wam wykonanie na przykładzie mojego peelingu kawowego z szamponem oczyszczającym.

Nasypuję mieloną kawę do miseczki. Biorę jedną kopiastą łyżeczkę.



Następnie dolewam do porcji kawy szamponu. Wlewam na oko, około 1-2 łyżeczek.


 Mieszam składniki ze sobą. Szampon trochę się spienia. Gotowy
peeling wygląda tak:




I teraz czas nałożyć go na skalp. Moczymy włosy jak przed myciem szamponem, a następnie wcieramy porcjami w skórę głowy dokładnie masując. Proste, prawda?

Jak często wykonywać taki peeling? 
Myślę, że w zależności od potrzeb naszej skóry. U mnie sprawdza się świetnie wykonany raz w tygodniu.

Robiłyście już taki peeling? A może macie chęć spróbować?

Buziaki,
Hinata

sobota, 23 listopada 2013

Golden Rose Rich Color nr 05 - drożdżowe nude

Lubicie lakiery nude? Ja od czasu do czasu mam chęć na odpoczynek od intensywnych kolorów, jednak w mojej kolekcji jest ich stosunkowo niewiele. Ostatnio rozpoczęłam poszukiwania idealnego nudziaka. Wbrew pozorom wcale nie było łatwo. Chciałam, żeby dobrze krył bez prześwitów, był w miarę trwały i kolor był raczej wpadający w róż. Cóż... nie udało mi się znaleźć typowego odcienia nude w różowo-mlecznej tonacji, który byłby dobrze kryjący. Dlatego wybór padł na tego koleżkę. Znam dobrze serię Rich Color i jak do tej pory żaden mnie nie zawiódł, więc się skusiłam. Z początku podchodziłam do tego odcienia z mieszanymi uczuciami... miał być róż, a nie beż. Ale po pomalowaniu pazurków zauroczył mnie. Same zobaczcie:


Lakier Golden Rose Rich Color nr 05


Na paznokciach prezentuje się moim zdaniem super. Kolor przyjemnie gra z karnacją, według mnie jest taki... drożdżowy :D Swoim dosyć unikalnym kolorem skradł moje serce.



Golden Rose Rich Color nr 05



Golden Rose Rich Color nr 05

 Krycie: jak inne moje z tej serii, bardzo dobre. Jedna grubsza warstwa jest ok, dwie cienkie to już max. Na zdjęciach macie dwie cienkie warstwy.
Trwałość: dwie cienkie warstwy na odżywce bez topu trzymały się całe 6 dni! Bez uszczerbków! Rewelacja :)
Aplikacja: szeroki pędzelek i średnio gęsta konsystencja sprawiają, że aplikacja jest bardzo przyjemna. Nie smużył.
Schnięcie: w normie, dwie warstwy około 15 minut.
Cena: 6,90 zł/ 10,5 ml










Znacie tego kolegę? Polecicie mi jakiś fajny dobrze kryjący nude?


Pozdrawiam,
Hinata

piątek, 22 listopada 2013

Pierwszy wypad do Rossmanna - 40% na kolorówkę - moje łupy :)

Cóż, ze mną naprawdę jest niedobrze... historia zaczyna się od mojej bezsenności, a właściwie przestawienia się na tryb sowy. Nie muszę wstawać rano, nigdzie mi się nie spieszy. W nocy siedzę do 3.00 i czytam książki, śpię minimum do 11.00. Dzisiaj zerwałam się bladym świtem o 9.00. Na piżamę nałożyłam ubranie i poszłam za głosem w mojej głowie, który nakazywał "Idź! Idź do Rossmanna! Skorzystaj z promocji - 40% na kolorówkę!". No co ja biedna mogłam zrobić? Poszłam i posłusznie zrobiłam pierwsze zakupy. Miał być jedynie rekonesans, puder i dwa lakiery. A wyszłam z pełną reklamówką :)





1. Podkład Rimmel Wake Me Up - skusiłam się po wielu pochlebnych opiniach, wybrałam kolor 200 Soft Beige, kosztował 25,19 zł
2. Puder Stay Matte Rimmel - planowałam zakup pudru, a że najbardziej lubię transparentny i w moim Rossmannie był chyba tylko taki, to wpadł do koszyka. Cena 15,59 zł.
3. Podkład Rimmel Stay Matte - kolor 200 Soft Beige, cóż, cena mówi sama za siebie: 13,19 zł.


4. Czwórki cieni od Wibo - nr 57 i 59. Cena 6,59 zł za sztukę. Kolory mi się spodobały :)


5. Wibo Extreme Nails nr 193 (chyba nie naliczyli mi rabatu, na paragonie 5,99 zł) , Wibo Express Growth nr 175 3,09 zł, Wibo Wow Sand nr 1 4,59 zł, Lovely Matte Top Coat 4,29 zł i na koniec lakier dla mamy Rimmel 315 Ready, Aim, Paint! 5,99 zł.

To z pewnością nie koniec zakupów, już się boję o mój portfel, bo dzisiaj uderzam też do Galerii Olimpia u mojego K., gdzie mają szafy Eveline, Manhattana, Sally Hansen i Bourjois.

A Wy już odwiedziłyście Rossmanna?

Buziaki,
Hinata

czwartek, 21 listopada 2013

Włosowe hity ostatniego czasu: Planeta Organica, Tołpa, Biovax, Bielenda

Dziś stworzyłam krótką listę kosmetyków, które ostatnimi czasy podbiły moje serce i włosy :) Może wpadnie Wam w oko coś nowego, czego jeszcze nie miałyście, a jest warte wypróbowania. Zaczynamy!





1. Szampon Planeta Organica Organic Olive
 Recenzja tutaj.
Bardzo dobry szampon o pięknym składzie bez SLS/SLeS oparty na łagodnych składnikach myjących. Na drugim miejscu w składzie ma oliwę z oliwek (zaraz po wodzie)! Pięknie pachnie, dosyć dobrze się pieni jak na szampon o tak delikatnych detergentach. Co dla mnie ważne nie przesusza włosów, po spłukaniu włosy są miękkie w dotyku i śliskie. I to bez żadnych oblepiaczy! Bardzo wydajny. Kupiłam za jakieś 13 zł/360 ml.










2. Maska Tołpa

Bogata, emolientowa maska rewelacyjna do suchych i wymagających włosów. W składzie rządzą olej jojoba i ze słodkich migdałów. Dociąża i wygładza włosy, są po niej bardzo miłe w dotyku. Nie zawiera silikonów. Nie jest tania (około 17 zł/150 ml) ale za działanie wybaczę jej wszystko!














3. Maska Biovax do włosów suchych i zniszczonych

Chyba nie trzeba jej przedstawiać. Maska już chyba kultowa wśród włosomaniaczek. U mnie leżała nieotwarta w szafce i czekała nie wiadomo na co, a dzięki ostatniej notce u bez senność (dziękuję :) postanowiłam ją otworzyć i wreszcie wypróbować. Maska dobrze nawilża włosy, sprawia, że są miękkie i błyszczą. Nadaje się również w niewielkiej ilości jako odżywka b/s. Nie obciąża. W składzie brak silikonów, mamy za to m. in. olejek ze słodkich migdałów, lanolinę czy miód. Cena regularna to około 20 zł/250 ml, ale warto czekać na promocje, ja swoją kupiłam za 10 zł!









4. Drogocenny Olejek Awokado Bielenda

Najnowszy wśród moich hitów. Nakładany po myciu tak jak 
zaleca producent sprawdza się bardzo dobrze. Zabezpiecza włosy, nadaje miękkość i połysk. Ja wykorzystałam go do olejowania ze względu na ładny skład (olej sojowy, awokado, makadamia, palmowy, brak silikonów). Już po naniesieniu na włosy czujemy rewelacyjną miękkość. Olej wchłania się w moje włosy, widać, że go polubiły. Po myciu włosy są bardzo miękkie i gładkie. Prawie jak włosy dziecka. Połączony z dobrą maską również działa cuda. Lubię dodać malutka łyżeczkę tego olejku do gotowej maski. Efekt jest świetny. Sprawdza się też fajnie na ciele i dłoniach. Na twarz jeszcze go nie nakładałam. Kosztował około 17 zł/150 ml.








Znacie któryś z moich hitów?

Pozdrawiam,
Hinata

wtorek, 19 listopada 2013

Aktywna maseczka termiczna odmładzająco-oczyszczająca Eveline

Jak pewnie wiedzą moje stałe czytelniczki używam sporo maseczek do twarzy, jednak zwykle zamieszczam je jedynie w denku. Uważam, że nie każda warta jest szczególnej uwagi, jednak w przyszłości chciałabym podzielić się z Wami moją opinią o kilku maseczkach, które wydały się w moim odczuciu warte recenzji. Dzisiaj przedstawię Wam pierwszą maseczkę, która przyciągnęła moją uwagę. Pod lupę wezmę produkt polskiej marki Eveline: Aktywną maseczkę termiczną odmładzająco-oczyszczającą.


Eveline Aktywna maseczka termiczna



Maseczka jest łatwo dostępna, m.in. w Rossmannie. Jej ceny dokładnie nie pamiętam, jednak oscyluje ona w okolicach 4 zł za saszetkę.

Jedno opakowanie maseczki wystarczyło mi na jednorazowe solidne pokrycie całej twarzy. Saszetka jest jednokomorowa, nie ma sensu dzielić jej na pół (co czasem robię, gdy produktu jest bardzo dużo np. przy maseczkach Rival de Loop, których jedna komora wystarczyłaby dla mnie chyba na wysmarowanie się do pasa :P) bo jej ilość raczej nie wystarczy na dwa użycia, a jeśli już to bardzo skromne.

Kilka słów od producenta i skład, czyli 'co piszczy po drugiej stronie saszetki':


Eveline Aktywna maseczka termiczna
 

 Eveline Aktywna maseczka termiczna


Maseczka ma średniogęstą konsystencję i zawiera w sobie drobinki peelingujące. Ja niestety nie wiedziałam o tym i przed jej zastosowaniem zrobiłam sobie peeling twarzy. Cóż, moja twarz została więc podwójnie wypeelingowana, choć nie doznała przez to na całe szczęście uszczerbku ;) 

Zgodnie z zaleceniem naniosłam maseczkę na wilgotną skórę i rozpoczęłam krótki masaż. Etapowi temu towarzyszyło delikatne rozgrzanie skóry. Maseczka w kontakcie z wilgocią powoduje efekt rozgrzewający. Drobinki są malutkie, ale peeling nimi jest przyjemny i czuć ścieranie naskórka. Pozostawiłam następnie maseczkę na twarzy do wyschnięcia (trwało to dosyć długo, koło 20 minut) i zmyłam wodą. W trakcie wysychania maseczki nie było już efektu rozgrzewającego, nie odczułam również żadnego dyskomfortu związanego z skapywaniem maseczki.

Efekt?
Skóra oczyszczona, wygładzona, miękka i przyjemna w dotyku. Widocznie odświeżona.  Pory lekko zwężone. Ciężko mi powiedzieć, czy było działanie przeciwzmarszczkowe, bo w tym celu trzeba by stosować produkt regularnie przez dłuższy okres czasu.

Podsumowując:
Uważam, że produkt jest naprawdę wart uwagi. Za jednym zamachem załatwia peeling skóry jak i działanie maseczki oczyszczającej. Skóra staje się oczyszczona, gładka i przyjemna w dotyku. Bardzo chętnie wrócę jeszcze do tej maseczki.

 Używałyście tej lub innych maseczek Eveline? Którą warto według Was wypróbować?

Buziaki,
Hinata





niedziela, 17 listopada 2013

Szampon Planeta Organica Organic Olive - recenzja



Jakiś czas temu skusiłam się na zamówienie rosyjskich kosmetyków. Dziś nadszedł czas na pierwszą recenzję. Szampon Planeta Organica Organic Olive towarzyszy mi już od dłuższego czasu. Ciekawe jesteście jak sprawdził się na moich włosach? Zapraszam na recenzję :)





Szampon zamknięty jest w butelce wykonanej z plastiku z nakrętką zamykaną na klik. Pojemność butelki to 360 ml i cena w zależności od sklepu i promocji waha się od 12 do 20 zł.

Wydajność szamponu jest według mnie bardzo dobra. Mam niewiele mniej niż pół butelki przy dosyć częstym stosowaniu od ok. 2 miesięcy. Konsystencja jest żelowa, w sam raz. Szampon pieni się całkiem nieźle, może troszkę gorzej od tych z silnymi detergentami, ale wciąż w normie. Piana jest ciut inna, taka trochę mniej trwała i delikatna.

Skład:


Kosmetyk zdecydowanie wyróżnia spośród innych pięknym składem. Już na drugim miejscu mamy oliwę z oliwek, potem łagodne detergenty, ekstrakt z jarzębiny i olejek z nasion czarnej porzeczki. Brak silikonów i konserwanty spożywcze - trudno wyobrazić sobie lepszy skład.


Efekty: Moje włosy pokochały ten szampon od pierwszego użycia. Jest to bardzo delikatne myjadło, które nie przesusza włosów. Nada się z powodzeniem do codziennego mycia włosów suchych, farbowanych, rozjaśnianych. Włosy po spłukaniu piany nie są szorstkie i tępe, a wręcz przeciwnie! Zyskują miękkość i gładkość. Być może w przypadku włosów przetłuszczających się okaże się zbyt lekki, jednak ja nie zauważyłam przyspieszonego przetłuszczania się włosów u nasady. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem wszelkich zanieczyszczeń czy olejów. Poza tym pięknie, kwiatowo pachnie.
Żeby nie było że tylko chwalę... jedyny mankament szamponu, to fakt, że przy twardszej wodzie wodociągowej trudniej go spienić i potrzeba ponowienia aplikacji. (U mnie w domu woda jest dosyć dobra jakościowo i pieni się bardzo dobrze, za to u mojego K. woda jest twarda, aż co tydzień tworzy się nalot na srebrnych elementach w łazience i z pienieniem nie jest już tak fajnie.)







Mogę ze spokojnym sumieniem polecić ten szampon tym z Was, które borykają się z problemem przesuszania włosów przez szampony. Jest to bezapelacyjnie mój numer jeden!

Znacie go? Miałyście może inne szampony rosyjskie o podobnym działaniu? Chętnie o nich poczytam :)

Buziaki,
Hinata

sobota, 16 listopada 2013

Paznokciowy Klub: Tydzień 2. Łapki :)

Hej!
Dziś kolejna odsłona zdobienia z Paznokciowego Klubu. W tym tygodniu miały być łapki i są :)
Niestety musiałam skrócić paznokcie z powodu wypadku z miską :/ Ale postanowiłam, że mimo to zmaluję na nich wzorek. Niestety zdjęcia mogłam zrobić dopiero teraz, więc z góry przepraszam za kiepską jakość i przekłamane kolory. Wzięłam się dzisiaj za porządkowanie i wyrzucanie papierów ze studiów i tak mi zeszło aż do 17.00. Obiecuję, że kolejne będą lepsze. Zapraszam do obejrzenia mojego dzieła.

Miss Sporty Clubbing Colours 344




Niestety na zdjęciach tego nie widać, ale paznokcie, na których namalowałam wzorki są pokryte topem matującym, a te bez zdobienia topem nabłyszczającym.


Miss Sporty Clubbing Colours nr 344
 
Lakiery, których użyłam:

Wibo French Manicure nr 1, Miss Sporty Clubbing Colours nr 344, Vipera top matujący
Tutaj kolory są chyba najlepsze

Biały French Manicure od Wibo nr 1
Lila Colours Clubbing Miss Sporty nr 344
Top matujący Vipera nr 13

A Wam jak poszło w tym tygodniu? Przypadły Wam do gustu łapki?

Całuję,
Hinata

P.S. Myślę nad zmianą nazwy bloga, bo jak wiecie ostatnimi czasy piszę sporo kosmetycznych postów, a posty włosowe są tylko częścią tematyki bloga. Chciałabym również wraz z nazwą zmienić wygląd szablonu. Jakoś ostatnio odczuwam silną potrzebę zmian... Co myślicie na ten temat?

piątek, 15 listopada 2013

Zamówienie z Yves Rocher - haul

Hej :)
Wczoraj przyszło do mnie długo wyczekiwane zamówienie z Yves Rocher :)
Skusiłam się na zakupy w ich internetowym sklepie, bo trafiłam na kod zniżkowy -50% na wszystkie produkty prócz tych oznaczonych zielonym punktem. Prócz tego zamówiłam za kwotę przekraczającą 100 zł, więc załapałam się na darmową wysyłkę kurierem i prócz tego dostałam dwa atrakcyjne prezenty :D No po prostu żyć, nie umierać! Bardzo lubię tą firmę, parę lat temu kupowałam od nich kosmetyki i szanuję za dobrą jakość i wielką dbałość o klienta. Zakupy przez internet opłacają się u nich dużo bardziej niż stacjonarnie, choć mają jedną wadę... dosyć długo trzeba czekać na przesyłkę. Zamówienie złożyłam 30 października, a kurier zapukał do mych drzwi dopiero 14 listopada. Choć mimo to uważam, że było warto!

Zapraszam na haul :)

Tak wyglądało wnętrze paczki :) Już zdążyłam pogrzebać tam łapkami.

czwartek, 14 listopada 2013

Myjemy włosy... odżywką!

Wśród włosomaniaczek chyba każda ma opracowaną najlepszą dla siebie metodę mycia włosów. W cyklu "Myjemy włosy..." chciałabym przybliżyć Wam najpopularniejsze metody mycia z uwzględnieniem przypadków, w których dana metoda się sprawdzi bądź nie i przykładów produktów, które się u mnie sprawdziły. Także zapraszam dziś do lektury pierwszego wpisu z cyklu dotyczącego metodą mycia odżywką.

Mycie odżywką

 

Na czym polega?


W metodzie tej do usunięcia brudu z włosów wykorzystujemy jedynie odżywkę. Nakładamy ją na zmoczone włosy i skórę głowy (tak jak standardowo w przypadku szamponu). Ważne, aby nanieść odpowiednio dużo odżywki, musimy liczyć się z tym, że zużycie produktu będzie dosyć duże. Po nałożeniu odżywki masujemy dokładnie całą skórę głowy i włosy aż odżywka się spieni (zazwyczaj nie jest to piana taka jak w przypadku szamponu, porównałabym to raczej do ubijania śmietany). Następnie odżywkę możemy spłukać od razu, ale dla pewności domycia włosów warto pozostawić ją pod czepkiem na jakieś 5-10 minut. Po upływie tego czasu polewamy włosy wodą, masujemy i spłukujemy.
Sporo osób boi się, że odżywka nie domyje nam olejów, ja też kiedyś należałam do tej grupy. Z własnego doświadczenia powiem Wam, że bardzo często zmywam oleje samą odżywką i nigdy nie zdarzyło mi się niedomycie.

Ważne:
Przy myciu odżywką warto bacznie obserwować swoje włosy. Po pewnym czasie możliwe, że będą klapnięte i zaczną się szybciej przetłuszczać. To znak, że proszą o silniejsze myjadło. Dobrze wtedy oczyścić włosy silnym szamponem. Nie warto się zrażać do metody, można próbować myć na przemian odżywką i łagodnym szamponem.


Dla kogo tak?


Dla osób z włosami suchymi, sztywnymi, łamliwymi i skalpem bez szczególnych tendencji do przetłuszczania i obciążania. Rewelacyjna metoda mycia włosów farbowanych i rozjaśnianych. Jeśli możecie nakładać odżywkę do spłukiwania na skalp warto wypróbować ta metodę. Mycie w ten sposób eliminuje możliwe przy szamponach przesuszenie i pomaga w nawilżeniu suchych włosów.

Dla kogo nie?


Jeśli macie skalp, który zwykle nie toleruje odżywek lub masek czy ze względu na obciążenie, czy podrażnienie, to należy uważać z myciem odżywką. Nie sprawdzi się na włosach mocno przetłuszczających się i skłonnych do obciążenia.



Przykłady odżywek odpowiednich do mycia odżywką:


Z zasady wybieramy odżywkę, która ma dosyć prosty skład bez trudnozmywalnych silikonów. Im większą mamy skłonność do obciążenia tym lżejszą odżywkę wybieramy.

U mnie sprawdziły się:

BingoSpa mleczna z elastyną - proteinowa, sprawdzała się bardzo dobrze
BingoSpa z Glinką Ghassoul - bez silikonów, prosty skład z glinką oczyszczającą, do mycia jak znalazł
Kallos Latte - słaba i lekka, bardzo fajnie się rozprowadza i pieni
Kallos Crema Midollo & Placenta - dobrze się rozprowadza, nieźle się pieni, ma lekkie silikony
Emulsja Gloria - prosty skład bez silikonów
Mrs. Potters z żeń-szeniem - lekki silikon, jednak radziła sobie dobrze

Mycie tą metodą to również dobry sposób na zużycie zbyt lekkiej dla nas odżywki, która zalega w szafce. Zachęcam do spróbowania tej metody, u mnie mycie odżywką bardzo dobrze wpłynęło na kondycję włosów po rozjaśnianiu.

Stosujecie mycie odżywką? Sprawdza się u Was?

Pozdrawiam,
Hinata

sobota, 9 listopada 2013

Ochronny Balsam do Rąk Essence - recenzja

Hej :)
Niedawno pisałam recenzję kremu z Essence, a dziś przyszła kolej na recenzję kremu do rąk tej samej firmy.

 Krem zamknięty jest w standardowej, plastikowej tubce o pojemności 75 ml. Opakowanie jest solidne i wyjątkowo podoba mi się jego szata graficzna. Cena kremu to około 6 zł.


 Konsystencja kremu jest dosyć zwarta. Krem ma specyficzny, świeży zapach. Wyczuwam w nim chyba lekką cytrusową nutę. Zapach jest podobny do peelingu z serii 3D Eveline, jeśli kojarzycie.

Skład kremu jest całkiem fajny, wysoko masło shea oraz olej kokosowy.

Oczekiwałam, że krem odżywi skórę dłoni i przy tym będzie dobrze się aplikował i szybko wchłaniał bez pozostawiania na dłoniach nieprzyjemnego filmu.

Czy krem spełnił moje oczekiwania?
O ile krem dobrze się rozprowadza, to trzeba się trochę napracować, żeby krem się wchłonął. Niestety na dłuższy czas pozostawia na skórze dłoni tłusty film, co wybitnie mi nie odpowiada. Cóż, mamy oleje już na drugim miejscu w składzie, więc tego można było się spodziewać...
Jeśli chodzi o nawilżenie i regenerację, to źle nie jest, krem przynosi ukojenie suchej skórze, choć nie jest ono długotrwałe i wymaga dosyć częstego powtarzania aplikacji.
Jeśli doliczyć do tego zapach, który mnie niestety nie ujął, to krem uważam za przeciętny. Używam głównie na noc, bo przeszkadza mi tłusty film w trakcie dnia. Nie wrócę do niego więcej i raczej nie polecam, bo w tej cenie można dostać krem lepszej jakości.

Miałyście ten krem? Jak się u Was spisał?

Buziaki,
Hinata
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nie zgadzam się na kopiowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie treści mojego bloga oraz zdjęć bez mojej wiedzy i zgody. Stanowią one moją własność, a kradzież własności intelektualnej jest karalna!