wtorek, 5 marca 2013

Udany eksperyment z jajkiem w roli głównej

Moje włosy niespecjalnie tolerują proteiny. O ile zawartość minimalna gdzieś pod koniec składu nie przeszkadza im, to na kurację wysokoproteinową reagują suszem, szorstkością i łamliwością. Dlatego do tej pory nie podawałam im zbyt wiele protein w pielęgnacji. Mniej więcej raz na tydzień trochę w postaci lekkiej proteinowej maski.
Jako, że w lutym postawiłam na nawilżanie i protein w pielęgnacji było mało, to wczoraj postanowiłam zrobić proteinową kurację.


Pomyślałam o masce z żółtkiem w roli głównej, podczas nocy, gdy nie mogłam usnąć przemyślałam co do niego dorzucę :D i w ten sposób powstał mój przepis:

1 żółtko
3 łyżeczki oliwy z oliwek
1 łyżeczka olejku rycynowego
1 łyżeczka miodu
2 łyżeczki maski bazowej (wzięłam Kallos Latte)

Jak jej użyłam?
Umyłam włosy przy okazji wykonując peeling skalpu Barwą, osuszyłam do leciutkiej wilgotności, na skalp naniosłam olej, a na długość pasmo po pasmie maskę z żółtka. Maska miała rzadką konsystencję. Całość przykryłam czepkiem i trzymałam 1,5 h, po tym czasie zmyłam łagodnym szamponem. Starałam się wyłapać jak najlepiej efekt po masce, więc dalsze ablucje ograniczyłam do minimum. Nałożyła odżywkę Isana Oil Care na moment, spłukałam, zabezpieczyłam końce i wysuszyłam włosy na szczotkę ciepłym nawiewem.

Efekty?
Bardzo mi się spodobały. Na początku po wysuszeniu miałam sianko, ale tak jest zazwyczaj, dopiero po 2-3 h od mycia moje włosy wyglądają lepiej, a najlepsze efekty widać na drugi dzień po myciu. Nie wiem dlaczego, ale tak już jest. Zacznę od tego, że włosy podczas suszenia lepiej się prostowały, układały się w miękkie fale, grzywka ułożyła się bardzo ładnie, co nie zdarza się praktycznie nigdy.
Włosy są jakby grubsze, troszeczkę bardziej sztywne, jednak przyjemne w dotyku, miłe. Układają się lepiej i są bardziej podatne na stylizację, ładnie błyszczą. Ogólnie czuję się jak po zastosowaniu bomby silikonowej, tyle że nic takiego nie miało miejsca - tylko jajko :)

Zachęcam do eksperymentów z jajkiem, próbujcie w różnych konfiguracjach, może znajdziecie odpowiednią dla siebie. Ja z pewnością spróbuję jeszcze innych modyfikacji maski jajecznej i postaram się robić takie zabiegi raz na 1-2 tygodnie.

A jaki jest Wasz ulubiony przepis na jajeczną maskę?

Buziaki,
Hinata

6 komentarzy:

  1. No nie jajko, tylko żółko :) miód, oliwa z oliwek... czyli full wypas, nawet dla tych którzy za proteinami nie przepadają. Raz na jakiś czas, warto :) Moje włoski potwierdzają.

    OdpowiedzUsuń
  2. też czasem lubię wprowadzać żółtko w roli maski:) ale muszę uważać, bo mam tendencję do przeproteinowania..

    OdpowiedzUsuń
  3. raz użyła żółtka, ale niestety jakoś się nie sprawdziło ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja lubię proteinki, oczywiście w rozsądnej ilości i z dodatkiem oleju ;) Ja do maski wrzuciłam całe jajko - poszłam na łatwiznę :P Nałożyłam na suche włosy i po godzinie umyłam. Włosy były sztywniejsze, chętniej się skręcały a mimo to ładnie błyszczały ;) Trzymam się dzielnie planu naturalnej maski raz w tygodniu (mniej więcej naturalnej - dodaję drogeryjną do zemulgowania oleju:P). Bazą są drożdże lub jajko ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie używałam jeszcze jajka do włosów, jakoś mnie do tego nie ciągnie :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja raz miałam przygodę z maseczką z jajka, ale nie skończyło się to dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie i rzeczowy komentarz, każdy jest dla mnie cenny i istotny. Nie mniej jednak uszanuj moją pracę i nie komentuj nie czytając treści posta i nie nakłaniaj mnie do obserwowania lub odwiedzin Twojego bloga - to nie jest tablica ogłoszeń, poza tym jeśli będę chciała, to sama tam trafię ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Nie zgadzam się na kopiowanie i jakiekolwiek wykorzystywanie treści mojego bloga oraz zdjęć bez mojej wiedzy i zgody. Stanowią one moją własność, a kradzież własności intelektualnej jest karalna!